Wpatrywałam się w Umiłowanego, nakarmiona Jego Ciałem i napojona Jego Krwią. Ucałowałam Go. Patrzył we mnie… wzruszony.
„Zawsze Jestem z Tobą, Moja Perełko!”
„Zawsze!”
„Każdej godziny, minuty i każdej sekundy Jestem. Strzegę Cię, chronię i tulę do Serca!”
Kiwałam z przekonaniem potakująco głową.
Patrzył we mnie… zanurzał w Sobie.
„Jesteś Moją księżniczką!”
„Mój Królu!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z miłością. W Miłości.
Autor: Maleńka
W OCEANIE MIŁOSIERDZIA
Tańczę bardzo, więc dziś krótko.
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie bardzo.
„Jakaś Ty piękna, Promyku!”
Uśmiechnęłam się do Niego
„Dziękuję! To dzięki Tobie. Obdarzasz moje serce pokojem i radością!”
„Zanurzam Twoje serce w oceanie Miłosierdzia!”’
Patrzyłam w mój Ocean Miłosierdzia… w Ukochanego.
MÓJ KRZYŻ
W odpowiedzi na komentarz Cynii, dla której mój krzyż, to co intyme i osobiste byłoby najciekawsze, chcę napisać, że już i tak bardzo się odkryłam. Mój krzyż jest ciężki, coraz cięższy. Twardy, chropowaty, brudny i brzydko pachnący. To krzyż uzależnienia od innych, najbliższych, ich cierpienie, bezradność. Mój krzyż to też ich krzyż. Oni też go dźwigają. Mój krzyż. Mój kochany krzyż. Trudno go zrozumieć bez Ukochanego. Trudno go dźwigać bez Niego. Dlatego z Ukochanym o krzyżu rozmawiam i nie będę tych rozmów, bardzo intymnych opisywać. On mnie rozumie najlepiej. Rozumie mój krzyż.
POD SŁOŃCEM
Nie będę opisywać dzisiejszej rozmowy z Ukochanym moim. Była zbyt osobista, intymna. Są pewne sprawy, problemy, np. dotyczące mojego krzyża, cierpienia, o których nigdy tu, na blogu nie napiszę. O których wie tylko On. I ja.
To była jedna z takich spraw.
Niesie mnie teraz i tuli do Serca. Oblubienicę Swoją maleńką. A ja jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem!
TANIEC I MILCZENIE
Tańczę. Nie mam w ogóle głowy /dosłownie/ do pisania. Ale jednak…
Jezus, Umiłowany mój, jest ze mną. Był ze mną w nocy, siedział przy mnie.
Nie mogłam spać. Tańczyłam.
„Ukochany!”
„Jestem, Mój Promyczku. Jestem!”
Siedział przy mnie i głaskał, gładził mnie po twarzy.
Uśmiechałam się do Niego.
Wpatrywałam się w Umiłowanego. I On patrzył we mnie. W milczeniu. Trwałam przy Nim, On przy mnie. W milczeniu.
To milczenie znaczyło więcej niż tysiąc słów.
Taniec i milczenie.
SERCE W OCZACH
Jeździłam po podwórku na mojej „Rakiecie” i układałam bukiety Madonnie.
Potem… 🙂
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie..
„Ukochany!”
„Perełko!”
„Jaki Ty piękny! Dobry, cichy, pokorny, pełen miłości!”
Patrzył czule i łagodnie.
„Masz Serce w oczach! – szepnęłam – Oczy zwierciadłem Serca!”
Bardzo przepraszam, ale nie dam rady skończyć notki. Kontuzjowana jestem.
Tańczę. Razem tańczymy.
PRZEZ ZDZIWIENIE
Wpatrywałam się w Ukochanego. Ucałowałam Go. Patrzył we mnie promiennie.
Uśmiechnęłam się do Niego…
„Dziękuję Ci…” – myślałam o dzisiejszym gościu, księdzu Adamie. Było dużo radości, śmiechu.
Ukochany patrzył we mnie przenikliwie.
„Jesteś Moim znakiem dla niego. Działam przez Ciebie”.
„Jak? – uśmiechałam się – pewnie zdziwieniem. Ksiądz co chwilę się dziwił”.
Umiłowany patrzył, a ja rozmyślałam… 🙂
Ks Adam wpadł na kawę. Akurat malowałam. Tato pomagał przez chwilę mamie. A ksiądz usiadł obok mnie, rozmawialiśmy.
Oglądał obraz.
– I ty tak sama…z siebie?
– Sama. z głowy – uśmiechnęłam się.
– No, tak. Z głowy.
Zdziwienie.
Trzymałam pędzel w ustach, potem włożyłam go do ręki. Jednak ciężko było mi go utrzymać. Chciałam włożyć pędzelek do słoiczka z terpentyną, ale nie mogłam trafić.
– Proszę go tu włożyć – poprosiłam księdza.
Roześmiał się.
– A, sama se włóż!
Tym razem ja się roześmiałam.
– Miły jestem, nie?? – cały czas się śmiał.
– Bardzo!! – również się śmiałam.
Ksiądz wstał, wyjął mi pędzel z ręki i włożył do słoiczka.
– Tak… – usiadł.
– A ktoś cię uczył malować? – spytał po chwili.
– Uczyłam się w „plastyku” w liceum plastycznym.
– W liceum plastycznym?
Zdziwienie.
– Tak.
– Nauczyciele do ciebie przyjeżdżali? – zdziwienie.
– Tak. Z panem od historii grałam w pingponga.
– W pingponga? – zdziwienie.
– W pingponga. Pytanie-odpowiedź-pytanie-odpowiedź.
Roześmialiśmy się.
– I maturę zdawałam.
– Maturę…? Jak? – znów zdziwienie. I spojrzenie na moje chore ręce.
– Na maszynie do pisania. Cały dzień pisałam.
Zdziwienie.
– A komisja siedziała w drugim pokoju.
– Cały dzień?
– Tak!
Znów śmiech.
– No, także jestem technik wystawiennictwa jestem.
– Jak, jak? Technik wystawiennictwa? – zdziwienie.
Przyszedł tato i zaprosił nas na kawę.
Ksiądz posiedział, wypił kawę. Porozmawialiśmy jeszcze, pośmialiśmy się. Mówił, że obraz Miłosiernego już wisi, poświęcony.
A jak już odchodził, spojrzał na mnie jakoś… tak dziwnie. Przenikliwie.
– Niech cię Bóg błogosławi!
– Dziękuję! I księdza również!
Obejrzał się i uśmiechnął się do mnie. Dziwnie.
Patrzyłam wciąż w Ukochanego.
„Tak, działam przez Ciebie zdziwieniem”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzyłam… W końcu szepnęłam:
„Masz mnie błogosławić!”
Patrzył promienny. Ja radosna.
„Błogosławię!”
„’I jemu i wszystkim moim duchowym Dzieciom!”
„Błogosławię!”
Uśmiechałam się…
MIŁOŚĆ KOCHA JEDYNIE
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie.
Ucałowałam Go i patrzyłam. I On patrzył…
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
Patrzył…
„Patrzysz we mnie taki czuły, delikatny… taki… bezbronny…. miłością. Taki bezradny miłością!”
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Takiego Mnie potrzebujesz, Promyku!”
„Takiego CIĘ potrzebuję…”
„Kocham Cię!”- usłyszałam w głębi serca.
„Wiem, widzę, doświadczam! Nigdy nie zdołam Ci się odwdzięczyć…”
Patrzył.
„Promyczku, Miłość nie potrzebuje wdzięczności. Miłość kocha jedynie!”
Patrzyłam.
TAK!
„Naucz mnie Takiej Miłości!”
„Uczę, Promyku”.
Patrzył promiennie.
I ja patrzyłam!
NADE MNĄ
Weszłam, ale… w każdej chwili mogę wyjść.
Patrzył we mnie, współczująco, tkliwie…
„Cierpisz bardzo, Mój Promyczku”.
„Czy cierpię? Tańczę. Wolę mówić, że tańczę”.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Razem tańczymy!” – szepnęłam.
„Tak, jestem z Tobą!”
Patrzyłam długo w Umiłowanego.
Potem poszłam /pojechałam/ do pokoju mamy. Na stole stało lusterko. Zobaczyłam w nim siebie, a nade mną, na krzyżu, wisiał On. Ten krzyż wisiał nad wejściem do pokoju. Ale dla mnie to był znak, że On jest ze mną. Nade mną. Ukrzyżowany. Tańczący ze mną.
BO MNIE KOCHA!
Fragment wczorajszego wiersza:
„Naucz mnie modlitwy
która jest tęsknotą
i o nic nie prosi”
Ciągle Ukochany uczy mnie takiej modlitwy…
Wpatrywałam się w Niego.
„Umiłowany!”
„Promyczku!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie!”
Patrzył we mnie łagodnie, promiennie, słodko. I ja patrzyłam… Zanurzał mnie w Miłości. W Sobie.
„Przychodzę, bo mnie kochasz…!” – szepnęłam.
Patrzyłam dalej.
Wciąż tańczę. Dla Ukochanego.
Dla Niego wszystko.