Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył czule…
„Cierpisz, Promyczku”.
„Tańczę – uśmiechnęłam się do Niego – Dla Ciebie. I z Tobą”.
„I we Mnie!”
Kiwnęłam potakująco.
„I w Tobie!”
Patrzył…
„Chcesz Mi służyć, Promyku?”
„Tak! Bardzo! Co mam robić?”
„Odmawiaj Koronkę w intencji nawrócenia grzeszników!”
„Dobrze! A bukieciki dla Madonny?”
„Ofiaruj także w tej intencji”.
„Dobrze”.
Uśmiechał się do mnie. A ja do Niego.
Potem, patrząc Mu w oczy, odmawiałam Koronkę w intencji grzeszników. I w swojej – grzesznika.
„Służysz Mi, dam Ci za to nagrodę”.
„Ja nie dla nagrody, ja dla CIEBIE!”
„JA będę Twoją nagrodą, Płomyku!”
Ucałowałam Go.
Autor: Maleńka
BYĆ PODOBNĄ
„Jaki Ty piękny! Świetlisty, jasny! Jaki kochający!”
Patrzył promienny.
„A Ty, Promyku, podobna do Mnie”.
„Podobna…? Jestem tylko taka, jaką Ty mnie widzisz. Niczym więcej”.
Patrzył czule bardzo…
„Piękna jesteś, Promyku! Piękna, uśmiechnięta, prosta i szczera”.
Patrzyłam zawstydzona…
„I tańcząca… – dodałam nieśmiało.
Uśmiechał się do mnie.
„Wszystko w Tobie jest tańcem. Piękno jest tańcem. uśmiech jest tańcem, prostota i szczerość jest tańcem!”
Patrzyłam w milczeniu… Nie co odpowiedzieć…
„Moje serce tańczy dla Ciebie! Ale nie z bólu, cierpienia. Z radości i szczęścia! Z miłości do Ciebie! – wyrwało mi się prosto z serca.
Promieniał.
„Jaka Ty do Mnie podobna, Promyku!”
Tak… nawet nie wiecie jak trudno mi było napisać tę notkę. Pewnie wyjdzie, że się chwalę.
Ale tak, chcę być podobna do Ukochanego mojego. Coraz bardziej i bardziej. Brać codziennie swój krzyż na ramiona i iść za Nim. Za Ukochanym moim. Do końca.
DOŚWIADCZENIE
Nie będę opisywać rozmowy z Ukochanym. Tańczymy. Po prostu.
Na ścianie naprzeciwko mnie wisi kilka obrazów. Trzy ikony (a raczej podobne do ikon), podarowane mi lub kupione przeze mnie). Od kilku dni wisi obraz, który namalowałam (nawiasem mówiąc to jedyny namalowany przeze mnie obraz, który wisi w moim pokoju – szewc bez butów chodzi 🙂 ).
„Portret Ukrzyżowanego”.
Pisałam kiedyś już o nim. Ale…
Gdy na niego patrzę… Taki obraz Ukochanego, cierpiącego, boleściwego mam w swoim sercu. Taki Jego obraz, taki ON jest mi najbliższy. Cierpiący, zraniony, Miłosierny, czysty i piękny. Kochający taki… Najbliższy.
Z Jego oka spływa łza. Jedna łza. Tak namalowałam. Tą łzą jestem ja… Za mnie On płakał, za mnie cierpiał…
I kiedy patrzę na namalowany przeze mnie obraz, widzę Umiłowanego mojego w moim sercu.
Dziwne doświadczenie. Ale piękne.
CUDA I TANIEC
Leżałam w nocy tańcząca bardzo. Leżałam i rozmyślałam o Bożej miłości względem mnie.
„Moje życie jest cudem. Jednym wielkim cudem Bożym. Albo raczej niekończącym się pasmem małych cudów”.
„Ty jesteś Moim cudem, Promyczku”- usłyszałam w głębi serca.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Ja, taka zwykła…”
„Moje cuda nie są nigdy zwykłe”.
Uśmiechałam się do Niego, tańcząca, cierpiąca bardzo.
A teraz tańczę dalej, wciąż. Razem tańczymy, Umiłowany mój i ja.
„Kilka miesięcy temu zaprosiłem Cię do tańca, Promyku. A Ty Moje zaproszenie przyjęłaś. I od tamtej pory nie wypuszczam Cię z rąk!”
„Tak! Wpadłam w Twoje dłonie!”
„Oddałaś Mi się”.
„Bo Ci ufam!”
„I Ja Ci ufam, Promyku!”
I tak tańczymy.
Tę notkę napisałam w tańcu. Właściwie tylko siłą woli. Ukochany pomógł. To kolejny Jego mały cud.
JA TU TYLKO PISZĘ!
Mail od duchowej Córeczki, która jest w zakonie w Laskach:
Przepraszam ale była dłuższa przerwa w zaglądaniu na maila. Dopiero dziś usiadłam do kompa. Zajrzałam też na bloga – piękne zmiany szablonu 🙂 Kiedyś myślałam, że jak już będę tutaj u Franciszkanek, ten blog nie będzie mi potrzebny. Ale za każdym razem kiedy do niego wracam, jakbym odbywała rekolekcje – nic się nie zmieniło. Dalej widać przez niego Boga i dalej jest dla mnie wielką pomocą i pokazuje mi jak wciąż zbyt skomplikowana jest moja wiara w Niego. Notka „normalna sprawa” – świetna:) Dużo światła w malowaniu Piety 🙂 Pozdrawiam :*
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie uśmiechnięty. I ja patrzyłam uśmiechnięta.
„Potrzebuje go…”
„Potrzebuje. Ale nie tylko Ona, wielu go potrzebuje”.
„Tak… to widać po liczbie wejść. Działasz przez niego!”
Patrzył promienny.
„Działam przez Ciebie, Promyczku!”
Roześmiałam się serdecznie.
„Ja tam tylko piszę! Ty działasz!”
Patrzył…
„Jesteś Moim narzędziem”.
„Dzięki TOBIE!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z miłością.
On, Ukochany mój działa w moim życiu! A ja tu tylko piszę!
MÓJ BÓG!
Tańczę bardzo więc dziś krótko.
Wpatrywałam się… Patrzył czule. Bardzo czule…
„Ukochany mój Jezu!”
„Jestem, Promyczku! I jestem Twój”.
Uśmiechnęłam się do Niego. Ucałowałam Go.
„Tak, jesteś mój! Kochający, Miłosierny, czuły, delikatny i sprawiedliwy. Taki jest mój Bóg!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Długo. Zanurzał mnie w Sobie…
ODPOCZYNEK
Ucałowałam GO. Wpatrywałam się w Niego. Patrzył we mnie promiennie.
„Ukochany! Panie Jezu!”
„Perło Moja!”
„Bądź uwielbiony, bądź pochwalony w moim sercu!”
Uśmiechał się do mnie.
„Odpoczywam w nim, Płomyku!”
Ucałowałam Go znów.
Odpoczywaj, Ukochany!”
Patrzył świetliście, byłam w Jego świetle, jasności. Długo tak trwaliśmy. On patrzył we mnie, ja w Niego… A wokół nie istniało nic. Tylko On i ja. Ja w Nim.
Tak sobie myślę, że dla wielu to co piszę, może wydawać się nudne, jednostajne, ckliwe. Piszę ciągle o tym samym. Czułe słówka tylko… 🙂
Opisuję to czego doświadczam. Modlitwę, a właściwie jej mały fragment. Otóż nigdy nie wiem jak potoczy się moja modlitwa, rozmowa z Ukochanym. To Jego czas. Zostawiam Mu wolną rękę 🙂
Poza tym dla mnie modlitwa nie jest nudna, jednostajna, ckliwa. Jest żywa. Niesamowita. Rozmawiam z Kimś.
Kiedyś przeczytałam taki dialog:
– Czym jest modlitwa?
– Rozmową z Bogiem.
– Tak? A co ci ostatnio powiedział?
🙂
Ja dziś w Nim odpoczywałam. On we mnie, a ja w Nim.
PIETA
Chcę namalować „Pietę”. Matkę opłakującą Syna, Jego śmierć. Trzymającą w objęciach Jego martwe ciało.
Madonnę z Dzieckiem…
Chcę namalować „Pietę”. Twarze Matki i Syna. Skupię się na twarzach.
Jak wyrazić miłość Matczyną, boleść, czułość? Jak wyrazić sen śmierci Dziecka?
Jak wyrazić ciszę?
Jeszcze nie wiem… Ale ufam, że Ukochany pomoże. Ukochany i Jego Mama. Malowanie tego obrazu będzie moją modlitwą…
WYWYŻSZA…
Ucałowałam Go. Patrzył mi w oczy, a ja w Jego. Słodko patrzył…
„Ukochany!”
„Promyku!”
„Jak mogę Ci usłużyć?”
„Chciałbym odpocząć w Twym sercu. Proszę”.
„Ty mnie prosisz?? To ja Cię proszę… odpocznij we mnie, Jezu”.
Patrzył…
„Pragnę Cię prosić, pozwól MI”.
Uśmiechał się do mnie… a ja do Niego… nieśmiało.
„Wciąż mnie wywyższasz… podnosisz”.
„Ty Mnie wywyższasz, Promyczku. Stawiasz Mnie na pierwszym miejscu. I Ja Cię wywyższam”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… długo. Zanurzał mnie w Sobie.
DLA UMIŁOWANEGO
Dziś bardzo tańczę, dla Ukochanego mojego. Pana Jezusa. Przed Jego Tronem. Dla Niego, z Nim i w Nim.
Tańczę!
Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę cierpieć dla Niego. Ulżyć Mu choć troszkę…