Patrzyłam… i On we mnie patrzył.
„Wpatruję się w Dobrego i Pięknego. W Pięknego i Dobrego Pasterza mojego!”
„Wpatruję się w piękną Moją!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. On promienny i świetlisty, i ja… rozpromieniona. W Jego świetle i Miłości.
„Jesteś moim Panem, Oblubieńcem, moją miłością, moją radością i szczęściem! Życiem moim jesteś. Tlenem, powietrzem!”
„Tyś Moja na wieczność!”
„Twoja, na wieczność!”
Patrzył płomiennie.
„Nie mam nic. Ale mam Ciebie! Więc mam wszystko!” – szepnęłam.
Uśmiechał się do mnie… słodko.
„Takie modlitwy sprawiają Mi radość, Promyku! I takich modlitw wysłuchuję!”
Autor: Maleńka
TAŃCZĄCA Z JEZUSEM!
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promiennie, czule, łagodnie… To tylko słowa, którymi nieudolnie próbuję opisać Jego spojrzenie. Lepiej jak napiszę, że patrzył we mnie tak, jak tylko On potrafi 🙂
„Ukochany!”
„Promyku!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie!”
„Posiedź, proszę!”
Patrzył uśmiechnięty, świetlisty… Byłam w Jego świetle.
„Tańczysz, Promyczku”.
„Tańczę! – uśmiechnęłam się znów – z Tobą!”
Patrzył…
„Kevin Costner tańczył z wilkami, a ja tańczę z Jezusem!” – roześmiałam się serdecznie.
Patrzył czule, a ja patrząc Mu w oczy zaczęłam odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Tańcząca z Jezusem.
UDZIAŁ
Tańczę (cierpię i to cierpienie Bogu ofiaruję). Opiszę tylko naszą rozmowę. A i tak nie wiem czy dam radę. Mogę w każdej chwili przerwać pisanie notki. Ufam jednak, że Ukochany mi pomoże napisać.
Ucałowałam Go.
„Co Ty ze mną robisz, Ukochany?
Patrzył tkliwie…
„Daję Ci Promyku, udział w Mej Męce”.
„To wielka łaska! Dzięki!”
Patrzył słodko.
Nad ranem, obudziłam się. Nie mogąc już zasnąć zaczęłam układać bukiety Madonnie. Odmawiałam Różaniec. Tajemnice Bolesne. Kiedy rozważałam Tajemnicę cierniem ukoronowania, zobaczyłam Umiłowanego. Zranionego, cierpiącego, bolesnego, wzgardzonego, odrzuconego… Samotnego bardzo. Patrzył Taki we mnie, cierpiący. Cierpiałam z Nim… Trwałam z Nim.
„Serce boli mnie do tej pory”.
„Cierpisz ze MNĄ, Promyku!”
„Już nie jesteś samotny…”
Patrzył słodko.
„Nie jestem”.
SŁUŻYĆ, DZIĘKI UKOCHANEMU
Nie będę dziś opisywać rozmowy z Ukochanym moim. Tańczę bardzo. Napiszę tylko, że rozmawialiśmy o uśmiechu w cierpieniu. O tym, że uśmiechem można służyć. A uśmiechem w cierpieniu tym bardziej.
Otacza mnie, napełnia. Otula. I przytula, do Serca. Żyję w Nim, przez Niego. Dla Niego. W Jego Imię zaczynam dzień, układam bukiety Madonnie. Maluję też dla Niego. Piszę dla Niego. A nade wszystko tańczę dla Niego. Bardzo tańczę, dla Niego. Ze względu na Niego.
I uśmiecham się dla Niego. Dla Umiłowanego mojego! Do Niego. Dzięki Niemu.
Tak! Dzięki Niemu mogę robić to wszystko, co opisałam. Mogę służyć.
BĄDŹ UWIELBIONY!
Patrzył we mnie… Świetlisty i czuły bardzo.
„Bądź uwielbiony! Ukochany, Umiłowany mój, najmilszy! Bądź uwielbiony. W moim sercu, we mnie. W moim życiu, tańcu. W moim malowaniu! – uśmiechnęłam się do Niego – Bądź uwielbiony!”
„Jestem, Mój Promyku!”
Ucałowałam Go.
„Dziękuję!”
Patrzył jak tylko On potrafi.
„Przyszłam…”
„Posiedź, odpocznij, Promyku”.
„Chcę Ci usłużyć!”
„Służysz Mi od rana. Teraz odpocznij”.
„Dobrze”.
Siedziałam więc. Odpoczywałam. Patrzył.
„Jaki Ty piękny! Cudny!”
Patrzył uśmiechnięty.
„Błogosławię Cię, Moniko!”
Zrobiłam znak Krzyża i ucałowałam Go.
„Bądź uwielbiony!”
W NIM
Wpatrywałam się w Ukochanego. On patrzył we mnie. Czule i słodko.
„Umiłowany!”
„Perełko!”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca.
„Jesteś perełką w MOJEJ koronie. Pamiętasz?”
Pokiwałam potakująco głową.
Patrzył… zachwycony.
„I piękniejesz z dnia na dzień!”
„Dziękuję…”
Jaśniał, promieniał, świecił, błyszczał. A ja byłam w Jego świetle. W Nim.
DZIELNA…
Zmęczona po nocnym tańcu, wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył czule we mnie…
„Ukochany!”
„Promyczku! Tańczysz bardzo”.
„Bardzo”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo… Patrzył z wielką miłością. Patrzył, zanurzał mnie w Sobie, zatapiał.
„Jesteś bardzo dzielna, Promyku!”- usłyszałam w głębi serca.
„Tylko dzięki Tobie!”- ucałowałam Go.
„Bez Ciebie bym się poddała…”- dodałam po chwili.
Patrzył tkliwie. Uśmiechał się.
„Bardzo dzielna jesteś”.
SZCZĘŚLIWA, NAJSZCZĘŚLIWSZA
O czym wczoraj rozmyślałam? 🙂
O śmierci. O własnej śmierci. A raczej o Życiu. Patrzyłam w NIE. I rozmyślałam o Nim.
„Jesteś szczęśliwa, Perełko?” – spytał Ukochany kiedy dziś wpatrywałam się w Niego. Patrzył we mnie świetlisty, promienny. Znał odpowiedź.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Wiesz przecież… wiesz, że tak!”
Uśmiechał się…
Wielu, patrząc na mnie, uważa mnie za 'biedactwo’. Chora, cierpiąca, zależna całkowicie od innych. Biedactwo, nieszczęśliwa, samotna, itp, itd.
A ja jestem szczęśliwa. Najszczęśliwsza na świecie! Owszem, jestem chora, cierpiąca. Ale szczęśliwa!
„Nie mam nic, a co mam, dostałam od Ciebie. Więc jest Twoje. Jednak… Mam CIEBIE! Ty mnie uszczęśliwiasz, sprawiasz, że w sercu mam pokój i radość. Ty jesteś moim szczęściem, moim… skarbem!”
Patrzył…
„Gdzie jest Twój skarb, tam będzie i serce Twoje, Promyku!”
„Moje serce jest w Tobie, Umiłowany!”
Ucałowałam Go.
„Żyjesz we Mnie, Perełko!”
Patrzyłam w moje Szczęście, w mój Skarb. Patrzyłam, najszczęśliwsza na świecie.
🙂
ON I JA
Wpatrywałam się w Ukochanego… patrzyłam i patrzyłam. I On we mnie patrzył promiennie i czule. Trwaliśmy tak dłuższy czas.
„Jesteś, Ukochany!”
„Jestem, Mój Promyku!”
Patrzył… Miłość sama.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem jeszcze długo. ON i ja. I nikt więcej.
Rozmyślałam… O czym? Napiszę jutro, albo w najbliższym czasie. Dziś nie mam sił.
Tańczę bardzo.
ZA DWOJE
Maluję „Pietę”. Dziś kładłam pierwszą warstwę farby. Na twarzy Ukochanego. Jezus wygląda jakby spał, bezpieczny w ramionach Matki…
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył czule.
„Miłości moja!”
„Promyku!”
Patrzył…
„Cierpię bardzo!” – usłyszałam w głębi serca.
„Odpocznij we mnie, Umiłowany… Odpocznij, a ja będę tańczyć za nas oboje”.
„Chcesz tego, Promyczku?”
„Tak”.
Patrzył…
Odpoczywa we mnie, a ja tańczę. Za nas dwoje. Nie jest łatwo, przeciwnie. Jest trudno. Ale On jest ze mną. Jest. I tyle 🙂