Długo wyczekiwany mail. Przyszedł. Otworzyłam z bijącym sercem. Przeleciałam wzrokiem pierwsze słowa maila: „Witam, przepraszam serdecznie z powstałe nieporozumienie (…)”. Nie czytałam dalej. Oparłam się o oparcie wózka. I tak siedziałam, uśmiechnięta.. rozpromieniona. Byłam w szoku. Ukochany zajął się tym, jak obiecał! Dlaczego byłam w szoku? Aż tak się o mnie troszczy, opiekuje się swoim Promyczkiem. AŻ TAK!
Rozpromieniona wpatrywałam się w Umiłowanego. Ucałowałam Go! Patrzył we mnie jasny, świetlisty… Wpatrywałam się i dziękowałam Mu. I dziękowałam…
„Dla Ciebie wszystko, Perełko!”
No tak, jasne… Dziękowałam Mu dalej.
„Mówiłem Ci, Promyczku, że się tym zajmę!”
„Mówiłeś! Ale nie sądziłam, że AŻ TAK!”
„Jak Mi ufasz, tyle masz! Tyle Ci daję!”
Ja dziękowałam wciąż… A On…? Patrzył we mnie… zachwycony. Jaśniał, promieniał… Znów byłam w Jego Świetle. W Nim.
„Najpiękniejszym podziękowaniem dla Mnie, jest Twoja wiara, Promyczku!”
Trwałam w uwielbieniu…