Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie jak nikt inny… Siedziałam i patrzyłam w milczeniu. Promieniał, jaśniał, a ja byłam w Jego Świetle… Adorowałam Go.
„Najpiękniejszy, Najcudowniejszy, najbliższy…”
Patrzył we mnie… Nagle znalazłam się w kościele przed Tabernakulum. I tam Go adorowałam, uwielbiałam. Byłam z Nim. Ukochany, Aniołowie i ja.
Patrzyłam dalej…
„Dobrze Mi z Tobą, Ukochany. Mogłabym tak siedzieć i siedzieć przed Tobą”.
Patrzył bardzo czule.
Siedziałam tak długo…
Autor: Maleńka
NIESIE MNIE
Dziś tańczę bardziej niż zwykle i w każdej chwili mogę przerwać pisanie notki. Mam nadzieję, że Ukochany pomoże mi napisać 🙂
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie. Ucałowałam Go.
„Ukochany!”
„Miła Moja”
Patrzyłam w Niego.Tańcząca Patrzył czule, łagodnie, promiennie.
„Wiesz…” – szepnęłam zmęczona.
„Wiem, Promyczku. Posiedź, odpocznij”.
Siedziałam więc i patrzyłam w Niego… A ON we mnie. Jaśniał. I ja byłam w Jego Świetle.
„Tańczę z Tobą, Promyczku!”
„Wiem, Ukochany!”
Rozmyślałam. „Idę za Tobą, dźwigam swój krzyż”. Jednak… coś było nie tak. Nie pasowało mi. Nie miałam sił dźwigać dziś mojego krzyża…
Ukochany patrzył… jak najczulszy Ojciec i Matka razem wzięci. I nagle…
„To… Ty mnie dziś niesiesz… prawda?”
„Niosę Cię w ramionach, Promyku!”
Ucałowałam Go znów i dziękowałam MU.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… długo.
Pan jest przy mnie jak potężny mocarz!
W OBECNOŚCI
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie promienny. Świetlisty…
„Jesteś, Perełko!”
„Jestem! – szepnęłam uśmiechając się do Niego i całując Go – i TY jesteś!”
„Jestem!”
Ucałowałam Go znów. Patrzyłam Mu w oczy i rozmyślałam…
„Napisz o tym, Promyczku!”
Kiwnęłam głową na znak, że dobrze. I szepnęłam:
„… i wprowadzasz mnie gdzieś w głąb…”
„O tym też napisz!”
„Też…? Dobrze! Tylko… Pomóż mi, proszę! Sama nie dam rady…”
„Pomogę!”
Patrzył we mnie bardzo czule…
I teraz też we mnie patrzy… Cały czas, patrzy… czuwa. Pochyla się nade mną. A ja w NIM… jestem, żyję. W Nim. W Ukochanym moim. W Jezusie. Cokolwiek bym nie robiła, jestem w Nim. Tak… Z jednej strony dziwne to doświadczenie, a z drugiej… zupełnie naturalne. Bycie. Trwanie w Obecności. Kogoś… najdroższego, najbliższego… Najważniejszego. Trwanie w Obecności. I ta pewność, że… że mnie do Siebie przytula. Bardzo potrzebuję tego przytulenia. Szczególnie kiedy bardzo boli, kiedy tańczę, tzn. ofiarowuję.
A kiedy maluję /teraz Jego Portret, Portret Ukrzyżowanego/, pociąga mnie ku Sobie jeszcze bardziej. Wprowadza mnie gdzieś w głąb… Dziś np. malowałam Jego oko i łzę, która spływa Mu po policzku. Czułam, fizycznie, ciężar tej łzy… Wiedziałam, że ona Mu ciąży. Jak ciążą MU moje grzechy… I tak zaczynała się modlitwa. Wprowadzał mnie w głąb, I nie było mi wtedy „dobrze”. Ale przecież nie chodzi o to, żeby na modlitwie było „dobrze”! Było… trudno, ciemno, ale pięknie. Już tęsknię do tego doświadczenia. Bardzo. Do bliskości, intymności. Do cierpienia z Cierpiącym.
PRZY SERCU UKOCHANEGO
Właśnie wróciłam od lekarza, zmęczona jestem bardzo. A do tego tańczę bardzo. Bardzo. I w ogóle nie mam głowy do pisania. Więc będzie krótko. I będzie pisać On.
Zmęczona po nocnym tańcu, wciąż tańcząca, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie bardzo czule…
„Umiłowany! – ucałowałam Go – byłeś przy mnie… jesteś!”
„Tulę Cię do Serca, Perełko”.
„Wiem!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta, a On patrzył promienny…
„Bardzo cierpisz, wiem, Promyczku. Będziesz jeszcze wiele cierpieć”.
„Dla Ciebie?”
„Dla Mnie”
„Będę! Z ochotą!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Serce przy sercu…
ZAWSZE
Znów nie wiem jak opisać… Ale spróbuję.
Nakarmiona Ciałem Umiłowanego i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Niego. On patrzył…. jak matka w niemowlę. Słodko, czule, tkliwie. Zapatrzyłam się….
„Tulę Cię do Serca, Promyczku”.
Trwałam przy Sercu. Adorowałam Go, uwielbiałam. I patrzyłam…
I na tym mogłabym skończyć notkę… 🙂
Jest ze mną, a ja z Nim, w Nim. Od rana do wieczora. I w nocy. Zawsze. Jest. Tuli mnie do Swego Serca, cierpiącego, zranionego. I kochającego bardzo. Brakuje słów, jak bardzo… Zawsze bardziej. Bardziej. A ja trwam przy Nim. W Nim. Wciąż. Zawsze. Doświadczam Jego Obecności. Namacalnie, realnie, konkretnie.
On jest. Zawsze.
TĘSKNIĘ!
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył… tak, jak tylko On to potrafi. Tkliwie…
„Umiłowany! Przyszłam posiedzieć przy Tobie. U Twych Stóp”.
Po chwili dodałam:
„Ja, Twoja sługa…”
Patrzył…
„I oblubienica Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
Umiłowany patrzył we mnie…. A ja wyobraziłam sobie jak siedzę u Jego Stóp. Siedziałam na ziemi, ale patrzyłam w Niebo. Patrzyłam w Niego. I prosiłam:
„Jezu, jak bardzo mnie kochasz! Jak bardzo! Jak bardzo troszczysz się o mnie i opiekujesz się mną… Jak bardzo mnie kochasz! A moja miłość taka mała, taka nikła… Ucz mnie kochać Ciebie bardziej i bardziej… proszę!”
Patrzył we mnie… dziwnie… zachwycony. A ja mówiłam dalej:
„Tęsknie za Tobą! Bardzo! I przychodzę do Ciebie, żeby zaspokoić moją tęsknotę, ale potem tęsknię bardziej i bardziej… I znów przychodzę. I znów tęsknię…”
Umilkłam i patrzyłam w Ukochanego… Patrzył we mnie… i patrzył.
„Nawet nie wiesz jak bardzo Mnie kochasz, Promyczku!”
Nie rozumiałam… Ale On tak czule we mnie patrzył… Jasno i promiennie…
„Znów jestem w Twoim Świetle!” – wyszeptałam zauroczona.
I patrzyłam w Niego długo, siedząc u Jego Stóp.
A teraz znów tęsknię…
MÓJ SKARB
Dziś Ewangelia o skarbie:
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!”
(Mt 6,19-23)
W mój SKARB wpatruję się codziennie. Rozmawiam z Nim. tańczę dla Niego. Moje serce jest w NIM. Już teraz. Żyję w Nim. Staram się….
Czekam na Niego, tęsknię, pragnę… Mój Skarb, Umiłowany mój.
W JEGO BLASKU
Dzisiejszej notki miało nie być. Synkowi napisałam, że nie będzie 🙂 Ale jednak 🙂 spróbuję. Leżę już w łóżku, „padnięta”, tzn. zmęczona bardzo. Nie będę więc opisywać całej rozmowy z Umiłowanym. Napiszę tylko, że grzałam się w Jego Świetle, w Jego blasku. „Oblubienica w Świetle Ukochanego” – powiedział czule. Niewiele rozmawialiśmy. Prawie w ogóle Trwałam w Jego Obecności. Po prostu. Nie potrzeba słów. Bycie wystarczy. On dla mnie, a ja dla Niego. Grzał mnie, ogrzewał swoim Światłem, Miłością. Rozpalał moje małe, biedne serce. A ja patrzyłam w Niego. On wystarczy. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
POTRZEBUJĘ CIĘ!
Zmęczona po tańczącej nocy, obolała i wciąż tańcząca, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie przenikliwie, tkliwie, słodko.
„Umiłowany…”
„Perło Moja!”
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź”.
Zmęczona byłam. Milczałam. A On się do mnie uśmiechał. Ucałowałam Go i też się uśmiechałam, do Niego.
Patrzyłam i patrzyłam, w milczeniu. Patrzył we mnie przenikliwie i szeptał do mego serca:
„Potrzebuję Cię, Promyczku! Potrzebuję Twego serca, Twego cierpienia, Twego tańca!”
„To ja CIĘ potrzebuję!”
Patrzył słodko… promiennie.
„Potrzebuję Cię, Promyku!”
Dziękowałam…
„Pamiętasz o co prosiłaś Mnie rano?”
„Żebym była Twoim narzędziem!”
„Jesteś! Twoim tańcem prowadzę do Nieba nie tylko Ciebie, ale i innych. Jesteś Moim narzędziem. A im bardziej czujesz się bezsilna tym bardziej jesteś Moim narzędziem!”
Uwielbiałam Umiłowanego…
Patrzył promienny.
„Coraz częściej trudno mi się modlić. Sił brak….”
„Rozmyślaj o Mnie, Promyczku. Wystarczy”.
Uśmiechałam się do Jezusa. Patrzył jasno. Zanurzał mnie w Sobie, w Miłości…
„Jesteśmy złączeni, Promyczku. Jesteśmy złączeni więzami miłości i cierpienia!”
„Silne więzy!”
„Nierozerwalne!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…..
DLA NIEGO I Z NIM
Dziś nie będę opisywać mojej rozmowy z Umiłowanym. Była bardzo osobista. A po drugie tańczę bardzo i sił nie mam. Tańczę dla NIEGO i z NIM.
„Ja w Tobie, Ty we MNIE” – usłyszałam w głębi serca w czasie modlitwy.