Tańcząca, ale szczęśliwa bardzo wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie promienny. Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.
„Najmilszy!”
„Perło Moja!”
Patrzył we mnie… z zachwytem.
„Znów mnie wywyższasz, Ukochany…”
Patrzyłam.
Po chwili dodałam:
„Ty mnie wywyższasz, a ja taka malutka… taka nędzna”.
„Nie mogę się Tobą zachwycić, wywyższać?”
„Jasne, że możesz! Ale ja znam siebie. Wiem, że…”
„Ale JA Cię kocham, Promyczku!”
Na te słowa nie miałam argumentu… Poddałam się.
Patrzyłam uśmiechnięta, szczęśliwa.
A teraz tańczę. Bardzo. Niosę swój krzyż, coraz cięższy. Twardy, chropowaty. Ale… Umiłowany tuli mnie do Serca. Wiem to. Tuli mnie. Pochyla się nade mną. I czule szepcze:
-Kocham Cię, Perełko!
Autor: Maleńka
JEGO!
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie łagodnie i czule.
„Dziękuję, Umiłowany!”
„Mówiłem, że troszczę się o Ciebie, Promyczku”.
„Tak!”
Tak. Troszczy się o mnie, realnie, konkretnie!
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta. Radosna. On też się do mnie uśmiechał.
„Przyszłam posiedzieć… – szepnęłam uśmiechnięta.
„Posiedź Promyku!”
„Posiedzieć przy Tobie, u Twoich Stóp”.
Uśmiechał się… czule.
„Jakaś Ty piękna!”
Patrzyłam w Niego…
„Pomilcz ze mną, Ukochany…”
„Nie mogę milczeć, kiedy widzę Twoje piękno, Perełko!”
„Pielęgnuj je, proszę!”
Uśmiechał się… i ja do Niego…
Zanurzał mnie w Sobie, w Swojej Miłości, Świetle, jasności… Zatapiał mnie. Topił 🙂
„Jesteś Moja!”
„Tak! I nic tego nie zmieni!”
„Nic, Promyku!”
CUDOWNOŚCI
Wczoraj w głębi serca usłyszałam, że Ukochany przygotował dla mnie cudowności, a dziś…
Siedziałam i wpatrywałam się w Niego uśmiechnięta, roześmiana nawet. Radosna, szczęśliwa. Patrzył we mnie promienny.
„No, i to Mi się podoba, Promyczku!”
Roześmiałam się jeszcze bardziej.
„Chcę Ci się podobać, Umiłowany!”
Patrzył… i ja patrzyłam. Oko w oko. A On… zanurzał mnie w Sobie, zatapiał. Coraz bardziej i bardziej. Przyciągał ku Sobie. Pochłaniał mnie. Miałam poczucie jakby mnie nie było… Tylko ON!
„Pragnę Cię, Promyku!”
„I ja Ciebie! Bardzo, bardzo! Słów brakuje…”
Przyciągał mnie bardziej i bardziej.
„Jesteś we MNIE, Moniko” – słyszałam w głębi serca.
Patrzyłam w Niego a On…
„Jesteś Moim Darem dla innych. Darem, Perełko. Kto Cię przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Ojca”.
To nie były słowa, raczej poruszenia serca, drgnienia, iskry, które układały się w słowa…
„Darem?! – zdumiałam się. Jak ja mogę być darem dla kogoś…
„Tak. Jesteś też Darem dla MNIE!”
Tego było już zbyt wiele dla mojego biednego, małego serca…
„Od kogo???!”
Patrzył czule, błogo.
„Pamiętasz opowieść o Wytwórcy pereł?”
„Tak…”
„Jesteś Darem Ojca dla Mnie!”
Uśmiechał się czule i przyciągał mnie ku Sobie jeszcze bardziej.
„Nie wiem co powiedzieć, Ukochany!”
„Nic nie mów, Perełko. Ciesz się!”
Cieszyłam się bardzo…
Po tej rozmowie pozostała ogromna, dojmująca tęsknota za Nim i dziwny ból w sercu…
Tęsknię za Nim, po prostu.
WIECZNE TERAZ
Siedziałam na podwórku przy stoliku i wpatrywałam się w Ukochanego…
„Przepraszam Cię… nie wiem dlaczego się nie zapisało. Powinno…”
Patrzył we mnie czule.
„Nic się nie stało, Promyczku. Napisz tylko, że Moje otwarte Serce czeka na każdego grzesznika. Pragnę ich powrotu do Mnie”.
„Dobrze”.
Patrzył we mnie…
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Jego spojrzenie… jasne i czyste… Zanurzał mnie w Miłości.
„Przy Tobie czuję się już w Niebie!”
„Promyczku, chciałem Cię o coś prosić”.
„Tak?” – ożywiłam się.
„Żyj w uśmiechu!”
„Dobrze. Staram się. Ale będę bardziej!” – uśmiechnęłam się do Niego.
On uśmiechnął się do mnie.
„I żyj dniem dzisiejszym! Nie wybiegaj w przyszłość, nie czekaj kiedy się przed Tobą ukryję, lub kiedy nastanie noc w Twej duszy, ciemność!”
Zawstydziłam się… Czytałam, że w życiu duchowym są trzy okresy, jednym z nich jest ciemność, ukrywanie się Boga.
„Dobrze…”
Patrzył we promienny.
„U Ciebie ciemność już była, pamiętasz, Promyku? I tak naprawdę wybiegając w przyszłość, myślisz o przeszłości!”
Olśniło mnie… w jednej chwili przypomniałam sobie te momenty, chwile…
„Tak! To prawda! Dziękuję CI, dziękuję!!!”
Promieniał.
„Ciemność już była! Teraz będzie światło, Tylko Światło!”
„Aż!”
Patrzył mi prosto w oczy.
„Żyjesz już we Mnie. W wiecznym TERAZ!”
Dziękowałam.
W NIM
Wpatrywałam się w Ukochanego… On patrzył we mnie, czule.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj, miła Moja! Czekałem, tęskniłem za Tobą!”
„I ja za Tobą tęskniłam! Za Twoją obecnością, miłością, za Twoim spojrzeniem pełnym czułości i łagodności!”
Patrzył…
„A Ty za czym tęskniłeś?” – spytałam po chwili.
Uśmiechnął się do mnie.
„Tęskniłem za Twoim sercem, pokornym i cichym, za Twymi ufnymi oczami. Za Twoim uśmiechem. Za Tobą tęskniłem, Promyku!”
Uśmiechnęłam się, do Ukochanego.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Promieniał. Zanurzał mnie w swoim Świetle, jasności. W Miłości.
„Tańczę. Dla Ciebie!”
„We Mnie tańczysz, Promyczku!”
Tak! W Nim tańczę.
JEGO DZIECKO
Siedziałam na podwórku przy stoliku, przede mną leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. On patrzył we mnie, czule i tkliwie. Siedziałam w Jego Jasności, w Jego Świetle… Rozświetlał moje serce i napełniał je pokojem. Rozmawiałam z Nim o pewnej sprawie, bardzo osobistej. Oddałam MU ją.
„Nie martw się, Promyczku, zajmę się nią”.
„Dobrze, Ukochany!”
Rozpromienił się, ja też… I tak patrzyliśmy w siebie nawzajem.
„Bądź ze Mną, Perełko! Niech nic nie zaprząta Twego serca”.
„Tylko TY i ja…”
„Tak! Ty i JA!”
Patrzyłam, patrzyłam, patrzyłam. Zanurzał mnie w Sobie…
„Dobrze mi z Tobą… Bardzo dobrze!”
Uśmiechał się do mnie.
„Mi z Tobą też!”
Patrzyłam i patrzyłam, a w głębi serca słyszałam:
„Jesteś Moim Dzieckiem, Promyczku. Niosę Cię w Swych Ramionach, kołyszę Cię w Nich. Tulę do Serca jak matka. Chronię Cię i strzegę. Kołyszę Cię do snu i budzę Cię pocałunkiem!”
Słuchałam zachwycona! To była prawda! Doświadczałam Jego opieki, Jego Miłości, Jego czułości na każdym kroku!
Uwielbiałam Ukochanego…
Jestem JEGO dzieckiem, które On kołysze w Swych Ramionach.
PĘDZĘ!
Siedziałam i wpatrywałam się w Ukochanego. Uśmiechnięta, radosna. On także patrzył we mnie promienny i jasny. Patrzyłam i patrzyłam. A ON … oświetlał mnie swoim światłem, jasnością. Byłam w Jego Świetle…
„Pędzisz, Promyczku! Gnasz!”
„Tak!”
Za chwilę dodałam:
„Wiesz Panie Jezu… czasem jednak zdaje mi się, że stoję w miejscu…”
Rozpromienił się jeszcze bardziej.
„Gnasz!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Pędzisz! Przyjaciółko Moja! Zobacz! Gdybyś była smutna, pełna zwątpienia, goryczy, rozpaczy…”
„Nie! Nie jestem taka!” – przerwałam Mu nagle.
„Widzisz! – mówił z ogniem – Jesteś pełna radości, pełna życia! Pędzisz, gnasz!”
„Masz rację, Ukochany!”
Ucałowałam Go.
Pędzę, gnam! Staram się nie oglądać za siebie! Dokąd gnam? Ukochany wie 🙂 I Wy chyba też wiecie 🙂
Pędzę do Nieba, oczywiście!
RAŹNIEJ
Zmęczona, obolała i tańcząca bardzo wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule, tkliwie i promiennie…
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź, Perełko!”
Siedziałam więc i patrzyłam w Niego. A w głębi serca słyszałam:
„Kto Ci pomaga, MI pomaga. Kto Ci służy, MI służy. Kto Cię krzywdzi, MNIE krzywdzi, Kto Cię rani, MNIE rani. Nosisz w sobie Moją twarz, pamiętaj o tym, Promyczku!”
„Pamiętam, Ukochany”.
Ucałowałam Go i słuchałam dalej:
„Cierpisz, wiem. Cierpię z Tobą”.
„Razem raźniej!” – uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył we mnie z wielką miłością.
PRZYJACIÓŁKA
Wpatrywałam się w Ukochanego… Uśmiechałam się do Niego. Patrzył we mnie… tkliwie.
„Perełko!”
„Umiłowany!”
„Tańczysz”.
„Tak! Dla Ciebie, na Twoją chwałę!”
Patrzył…
Już chciałam Go zapytać jak mogę Go ucieszyć, usłużyć, gdy usłyszałam w głębi serca:
„Raduje się Moje Serce gdy widzę z jaką pogodą ducha, godnością i pokorą znosisz swoje cierpienie, niesiesz swój krzyż”.
„Dzięki Tobie! Ty mnie tego uczysz. A ja, Twoja sługa…”
„Przyjaciółka i oblubienica Moja!”
„Przyjaciółka…?” – byłam onieśmielona. Od razu przyszły myśli o tym, że się nie nadaję, że nie jestem godna…
„Mogę wybrać sobie na przyjaciela kogo chcę, prawda, Promyczku?” – spytał uśmiechając się do mnie promiennie.
„Jasne!”
„Więc wybrałem Ciebie!”
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem…
KOGO INNEGO MAM KOCHAĆ?
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie uśmiechnięty, promienny. I ja do Niego się uśmiechałam.
„Przyszłam posiedzieć przed Tobą. Przy Tobie”.
„Posiedź Promyczku! Tańczysz!”
„Tańczę! Dla Ciebie. Coraz jest trudniej, ale… Tańczę dla Ciebie!”
Patrzył we mnie… z zachwytem…
„Jak Ty Mnie bardzo kochasz, Perełko!”
Uśmiechnęłam się i ucałowałam Go.
„Kocham… A kogo innego mam kochać? Ciebie kocham, ale Ty mnie pierwszy ukochałeś!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, długo…
„Kogo innego mam kochać? Ty mnie podnosisz, wręcz wywyższasz. Gdyby ktoś mnie poniżał, deptał, uciekałabym od niego. A Ty mnie kochasz! Przyciągasz mnie do siebie!”
Patrzył z Miłością.
„Nigdy Cię nie poniżę, nie podepczę, Perełko Moja!”
„Wiem!!!”
Ucałowałam Go znów.
Patrzył we mnie bardzo czule…