Wpatrywałam się w Ukochanego… On wpatrywał się we mnie.
„Umiłowany!”
„Najmilsza!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, w milczeniu. Był to ciąg dalszy naszej porannej rozmowy.
Patrzył we czule…
„Uwielbiałaś Mnie. I o nic nie prosiłaś, Promyczku. Wysłucham Cię!”
„O nic Cię nie prosiłam? Prosiłam przecież! Przyszłam do Ciebie głodna, spragniona. Prosiłam, żebyś mnie nakarmił. Prosiłam Cię też, żebyś prowadził mnie prostą drogą. Żebym szła za Tobą, nie krążyła w kółko, nie zatrzymywała się, nie zbaczała. Tylko szła za Tobą. Do Nieba. I żebym znikła, żebyś był tylko TY! Tego pragnę i o to Cię prosiłam. A Ty mówisz, że o nic…”
„Twoje pragnienie jest Moim pragnieniem. Dlatego”.
Rozpromieniłam się. Teraz rozumiałam.
Patrzył we mnie z wielką miłością. Ja w Niego z uwielbieniem.
Przeczytałam dzisiejszą Ewangelię. I dalej w Niego patrzyłam…
„Dobry Pasterz… Mój Dobry Pasterz!”
„Twój, i cały dla Ciebie, Promyczku! Pochylam się nad Tobą, tulę do Serca i błogosławię Cię!”
Dziękowałam…
Potem nakarmił mnie Swoim Ciałem i napoił Swoją Krwią. Mój Dobry Pasterz.
Trwam w Jego Miłości. Jego mała owieczka…
