Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie, tęsknie…
„Umiłowany! Skarbie mój!”
„Najdroższa!”
„Przyszłam posiedzieć u Twoich Stóp”.
„Posiedź, Promyczku!”
Siedziałam i patrzyłam i patrzyłam… w Niego… I byłam jak ta owieczka z mojego obrazu. Zanurzona w Jego miłości. Okryta Jego szatą Miłości…
„Dziś ją malowałam – mówiłam Mu – dziecięca jest, radosna. Przy swoim Pasterzu i Ukochanym”.
„Jak Ty”.
Patrzyłam onieśmielona, ale bardzo szczęśliwa i mówiłam dalej:
„Nawet policzek jej różowy namalowałam. Pąs”.
Patrzył uśmiechnięty. Ja też.
Tak się czułam jak mówił, że jestem piękna. Jak nazywał najdroższą, perłą. Jak otulał mnie swoją Miłością.
A potem… tańczyłam w Nim. Bardzo tańczyłam.
Autor: Maleńka
PRZEPRASZAM
Dziś notki nie będzie. Tańcząca jestem bardzo. To znaczy, że wiszę z Ukochanym na krzyżu. I ofiarowuję MU cierpienie.
Przepraszam.
MIŁOŚĆ JEST PIĘKNA
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie… zachwycony.
„Jakaś Ty piękna!” – usłyszałam.
„Piękna?! – uśmiechnęłam się zdumiona – Chora, zakatarzona, kaszląca, zaflegmiona, oczy świecące. A Ty mówisz, że piękna?!”
„Piękna! Uśmiech masz piękny. I serce przede wszystkim!”
Uśmiechałam się… 🙂
„Serce jest Twoim Ogrodem, Ukochany! Ty je pielęgnujesz. Jeśli jest piękne, tylko dzięki Tobie!”
Teraz On się uśmiechał.
„Ale Ty, Promyczku, pozwalasz Mi je pielęgnować”.
„A komu mam pozwolić? Pozwalam Tobie, bo mnie kochasz”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…
„Ty jesteś piękny! Taki cierpiący, obolały, płaczący, zakrwawiony! Jesteś piękny!”
„Dlaczego, Promyczku?”
„Bo miłość jest piękna!”
Patrzył bardzo czule…
„Tak, Promyczku, miłość jest piękna!”
I tak patrzył… patrzył…
…On mówił o mnie…
Uwielbiałam Go!
UDZIAŁ
Dziś krótko.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Chora jestem, Panie i nie mogę przyjść do Ciebie…”
„Ja do Ciebie przychodzę, Mój Promyczku!”
Patrzył we mnie bardzo czule. Wiedział, że bardzo tańczę.
„Tańczę z Tobą, 'Perełko!”
„Wiem!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem w milczeniu… długo.
„Połóż głowę na Mym Sercu i odpocznij”.
Odpoczywałam więc. A On szeptał do mojego serca:
„Masz udział w Moim Cierpieniu”.
Całowałam Jego Rany…
DAĆ WYTCHNIENIE…
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie łagodnie i czule.
„Jak się dziś czujesz, Promyczku?” – spytał.
„Dobrze – uśmiechnęłam się – Tańczę dla Ciebie!”
„Ty zawsze gdy ktoś Cię pyta jak się czujesz, albo co u Ciebie mówisz, że dobrze”.
„Prawie zawsze. Czasem mówię, po japońsku. Jako – tako!”
Patrzył… zanurzał mnie w Swojej Miłości…
„Z Tobą zawsze dobrze…” – szepnęłam.
Patrzył.
„Pragnę Ciebie, Promyku!”
„I ja Ciebie!”
„Przyjdę do Ciebie, odpocząć w Tobie”.
„Będę czekać!”
„A potem… – uśmiechnął się tajemniczo.
Uśmiechnęłam się do Niego. Pewnie mnie gdzieś zabierze…
Patrzyłam i patrzyłam… Zobaczyłam, że jest bardzo zmęczony, cierpiący i obolały.
„Teraz przyjdź, Ukochany! Odpocznij we mnie. Teraz przyjdź! Proszę! Przyjdź! Teraz!”
Patrzył…
„Tej prośbie nie mogę odmówić! Jestem i odpoczywam w Tobie!”
„Dziękuję!”
Patrzył słodko…
„Jesteś Mi wytchnieniem, Promyczku!”
Ucałowałam Jego Rany.
PIĄTEK Z UKOCHANYM
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Umiłowany!”
„Miła Moja!”
Patrzył we mnie słodko… Patrzyłam i patrzyłam… Zapatrzyłam się w Niego.
„Jesteś smutna, Promyczku?” – spytał.
„Smutna? Nie! – roześmiałam się serdecznie – zmęczona raczej!”
Opowiadałam dalej z uśmiechem:
„Usta Twoje dziś długo malowałam i coś mi nie bardzo chciały wyjść! W końcu poprosiłam siostrę, żeby je delikatnie wytarła. Wytarła i… są prawie dobre! Jeszcze trochę światła i koloru i będą…”
„I będą Moje!”
„Tak!”
„Wyjdą. Cierpliwości, Promyczku!” – uśmiechał się.
„Muszą! Ty je malujesz! – szepnęłam – zmęczona jestem”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci…
Tato zawołał na obiad.
„Zaraz wrócę!”- ucałowałam Go.
.Po dłuższej chwili znów w Niego patrzyłam. Wyruszyliśmy razem w Drogę. Krzyżową.
„Jesteś ze Mną w Moim cierpieniu!”
„A Ty ze mną w moim!” – szepnęłam.
W JEGO DŁONIACH
„Trzymam Cię w swoich dłoniach, kochany Promyczku!”
Wpatrywałam się w Ukochanego i rozmyślałam… o obrazie, który teraz maluję. O obrazie? Nie… Jak to wytłumaczyć…? Spróbuję. Maluję teraz „Dobrego Pasterza”. To bardzo osobisty obraz. Bardzo! Dawno takiego obrazu nie malowałam… Obraz przedstawia Jezusa tulącego do siebie małą owieczkę. Przedstawienie jakich wiele.
Ale… ten obraz, obraz Jezusa trzymającego mnie w swoich dłoniach i tulącego do siebie, mam w swoim sercu. Takiego Boga mam w sercu. Takimi, jasnymi, promiennymi, świetlistymi oczyma na mnie, we mnie patrzy. Taki Bóg się do mnie uśmiecha… Taki Bóg, Ukochany mój szepcze do mego serca. A ja? Ukryta jestem w Nim. Okrywa mnie szatą Miłości. Jestem bezpieczna i szczęśliwa w Jego dłoniach.
Na pierwszym planie widać Jego rękę, dłoń. Wydawać się ona za duża, nieforemna (z takimi komentarzami przynajmniej się spotkałam). Namalowałam tak specjalnie 🙂 Bóg, którego obraz w sobie noszę, ma jeszcze większe dłonie. Żeby mógł ogarnąć wszechświat…
Spotkałam się też z komentarzami, że obraz przedstawia miłość.
Tak.
Miłość Boga do mnie.
Tak rozmyślałam wpatrując się w Ukochanego…
„Trzymam Cię w swych dłoniach, Promyczku, tak, jak tę owieczkę”.

ZAUFANIE
Tańcząca i zmęczona całonocnym tańcem, wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie czule. Pochylał się nade mną…
„Nie obiecywałem Ci łatwego życia. Przeciwnie. Podałem Ci kielich, Promyczku. A Ty nie cofnęłaś się przed nim, nie powiedziałaś 'nie’, chociaż mogłaś. Pijesz go”.
„I pragnę wypić do dna!”
Patrzył tkliwie…
„Stajesz się do Mnie podobna!”
Dziękowałam.
„Ufasz Mi. Co to dla Ciebie znaczy, Promyku? Czym jest dla Ciebie zaufanie?”
„To pewność, że mogę na Tobie polegać, Ukochany. że zawsze, cokolwiek się dzieje, jesteś ze mną i chcesz mojego dobra. I tak jest, wiem to”.
Patrzył…
„Wiesz dlaczego podałem Ci kielich?” – spytał. I nie czekając na moją odpowiedź, dodał:
„Bo Ci ufam”.
Dziękowałam…
KOCHA
Tańczyłam…
„Przychodzę odpocząć w Tobie, Mój Promyczku!”
„Odpocznij, Panie, proszę…”
Odpoczywał. A ja… ostrożnie, bardzo delikatnie zdjęłam Mu z głowy koronę cierniową.
I… dalej tańczyłam. A potem… 🙂 zasnęłam.
Całowałam Jego Rany.
„Umiłowany mój!” – szeptałam i całowałam wciąż.
„Perło Moja!”
Patrzyłam w Niego…
„Ty tak pięknie mnie nazywasz, a ja taka…”
„Ty jesteś Umiłowana Moja!”
Zamilkłam. Wytrącił mi wszystkie argumenty z ręki. On mnie kocha i tyle. I ja Jego też.
PRZYTULENI
Dziś w skrócie. Tańczę bardzo.
Tańczyłam prawie całą noc. W Nim, z Nim… W przytuleniu. Trwałam. I On trwał. Tulił mnie do Serca.
Zabrał mnie do Jego / do naszego Ogrodu. Pokazał mi jedną cudną fontannę, która już od dawna przykuwała moją uwagę.
Była piękna, inna niż wszystkie fontanny w Ogrodzie.
„Piękna! Skąd ona się tu wzięła?” – spytałam zachwycona.
I… zobaczyłam… największe cierpienie jakie wydarzyło się kiedyś dawno w moim życiu… Dni wielkiego cierpienia…
„Z tego cierpienia powstała ta fontanna!”
Byłam zdumiona!
„Z tego?!”’
„Tak. Z wielkiego cierpienia powstało coś tak pięknego! Z bólu, z krzyża powstaje piękno!”
Byłam szczęśliwa!
Trwałam wtulona w Niego…
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Wtuleni, przytuleni…” – szepnęłam.
Patrzył tkliwie…
„Jak Oblubieniec i oblubienica, Promyczku!”
„Tak!”
I tak trwamy, razem, przytuleni…