Wyjechałam na podwórko moim wózkiem elektrycznym. Nie było nic w tym dziwnego. A jednak było 🙂 Dlaczego? Kilka dni temu wózek się zepsuł i byłam uziemiona. Dziś już naprawionym wyjechałam. Od razu było czuć, że dostał nowej siły. Brykał jak młody ogier, aż musiałam zmniejszyć prędkość! 😀
Wyjechałam więc zadowolona, rozpromieniona!
„Dzięki Ci!!!” – wyrwało mi się prosto z serca.
„Dla Ciebie wszystko, Promyczku!”
Roześmiałam się serdecznie!
Na dworze wiosna na całego! Wszędzie zielono, kwiaty kwitną, drzewa owocowe też. Podjechałam do krzaku bzu, też już zakwitł. Powąchałam kwiaty. Pachniały cudnie!
Potem siedziałam na podwórku przy stoliku, na którym leżała Biblia. Wpatrywałam się w Ukochanego.
„Dziękuję!” – powtórzyłam.
Patrzył promienny.
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. U Twoich Stóp”.
Posiedź, Promyczku! Tęskniłem!”
„Ja też… wciąż tęsknię….”
Patrzył we mnie przenikliwie. I ja w Niego patrzyłam.
„Trwasz w Mojej Miłości!”
Tak, trwam. I tak tęsknię. A może im bardziej trwam, tym bardziej tęsknię. Jestem w Nim, zanurzona w Jego Miłości. A tęsknię za czym? Za Nim. Za spojrzeniem Twarzą w twarz. Za Życiem w Pełni. Teraz staram się żyć pełnią życia, a tęsknię za Życiem w Pełni.
Różnica.
