Patrzył we mnie tym Swoim spojrzeniem z Krzyża… Najczulszym, najtkliwszym, naj… słów mi brakuje.
„Przyszłam…”
„Odpocznij Mój Promyczku”.
Tak, zmęczona byłam. I chciałam powiedzieć, że przyszłam odpocząć, bo zmęczona jestem. On wiedział…
„Odpocznij przy Mym Sercu”.
„Tak, Ukochany!”
Patrzył… A ja odpoczywałam. Czułam jak wchodziły we mnie nowe siły. Nie tyle fizyczne, ile duchowe.
„Jak tylko przychodzę do Ciebie, Umiłowany, Ty pochylasz się do mnie, pyłu i prochu. I mnie podnosisz. Więcej! Wywyższasz mnie!”
Płonął,, promieniał.
„Kto się uniża, Promyku…”
„Już teraz? Myślałam, że dopiero Tam”.
„Ja wywyższam kiedy chcę”.
Trwałam w uwielbieniu…
Autor: Maleńka
WIELBIĘ CIĘ!
Uśmiechnięta i tańcząca wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promienny i jasny. Czuły.
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
„Przyszłam posiedzieć…”
Patrzył we mnie… z zachwytem.
„Piękna Moja!”
„Piękny mój! Czuły! Promienny! Najdroższy mój! Mój Cierpiący! Bolejący! Boleściwy mój! Miłościwy! Litościwy i sprawiedliwy mój! Kocham Cię! Wielbię Cię!”
Patrzył… Ucałowałam Go.
„Twoje uwielbienie jest Mi radością, a Twoje pocałunki, słodyczą”.
Patrzyłam onieśmielona, ale bardzo, bardzo szczęśliwa…
PRZEZ MIŁOŚĆ I UFNOŚĆ
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo. I promiennie.
„Jestem z Tobą, Mój Promyczku!”
„Wiem, dziękuję!”
Po chwili spytałam:
„Wczoraj powiedziałeś, że mnie potrzebujesz. Do czego, Panie? Ty, wielki i potężny. Wszystko sam możesz. A ja taka maleńka i prosta i słaba… Do czego mnie potrzebujesz?”
Patrzył tkliwie.
„Im prostsza tym lepiej. A potrzebuję Cię do rozprzestrzeniania Mojej Miłości i chwały”.
„Jak…?”
Uśmiechnął się tajemniczo i powiedział z prostotą:
„Przez taniec Twój i uśmiech. Przez miłość Twą i ufność, Promyczku”.
Ucałowałam Go zachwycona.
POTRZEBUJE…
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie czule, promiennie, słodko… Zanurzał w Sobie. Zatapiał. Tonęłam w Nim.
„Tęsknię, Perełko!”
„I ja…”
„Jeszcze trochę, Promyku, jeszcze trochę. Jeszcze Cię tu potrzebuję!”
„Dobrze, Ukochany!”
Ucałowałam Go.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem w milczeniu.
„Przychodzę odpocząć w Tobie, Mój Promyczku!”
„Odpocznij, Panie!”
MIŁOŚĆ
Antybiotyk, który biorę, bardzo mnie przymula. Przymula mój umysł. Ale serca mi nie przymulił. Będę więc tę notkę pisać sercem.
Patrzył we mnie, a ja patrzyłam w Niego… Patrzył świetlisty i jasny.
„Jesteś Promyczku!”
„Ty jesteś, Ukochany. Ja to proch i pył!”
„Jesteś!”
Zanurzył mnie w świetle i miłości. I patrzył w sposób, który nie potrafię opisać…
:Na każdego grzesznika tak patrzysz, prawda?” – spytałam z uśmiechem.
„Na każdego. Na każdego kto Mnie pragnie”
Nie wiedząc co odpowiedzieć, ucałowałam Go. Zaczęłam wielbić…
WSZYSTKO
Rano układałam /jak zwykle/ bukiety dla MAMY. Układałam i rozmyślałam… Przypomniał mi się fresk Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, „Sąd Ostateczny”. Jest tam wśród namalowanych postaci postać św. Bartłomieja z atrybutem swej męki – zdartą skórą (nawiasem mówiąc Michał Anioł dał mu ponoć swoją twarz).
„Jak bardzo Bartłomiej cierpiał dla Pana Jezusa… ze względu na Niego”.
„Ty też jeszcze będziesz podobnie cierpieć, Mój Promyku”.
„Dobrze!”
Dalej odmawiałam Różaniec.
„Nie odmówiłaś Mi!”
„Nigdy niczego Ci nie odmówię, Ukochany”.
Patrzył najczulej…
„Wszystko za wszystko! Ty dla mnie wszystko, i ja dla Ciebie też”.
„A gdybym nic Ci nie dawał?”
„Też niczego bym Ci nie odmówiła” – szepnęłam z przekonaniem.
„Dlaczego?”
„Bo Cię kocham!”
Ucałowałam Go, a On patrzył we mnie jak nikt na świecie…
NAJPROSTSZE
Pocałowałam Ukochanego. Patrzył we mnie… z zachwytem. I ja tak w Niego patrzyłam.
„Najdroższy!”
„Perło Moja!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. I Ci usłużyć. Czego sobie życzysz Ukochany?”
Patrzył…
„Uśmiechnij się do Mnie, Promyczku”.
Roześmiałam się serdecznie:
„Ty zawsze prosisz o to, co najprostsze!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta. A Ukochany szeptał do mego serca:
„Bo proste jest piękne!”
Zaczęłam się oskarżać z moich słabości i win. Wyliczałam je.
„Zresztą Ty wiesz!” – zakończyłam swój wywód.
Patrzył… tkliwie…
„Wiem! I wiem, że kochasz Mnie z całego serca”.
„Kocham!”
„Miłość też jest prosta. I dlatego piękna, Mój Promyku!”
Trwaliśmy w miłości i uśmiechu. Po prostu.
O ZWIĄZKU
Tańczący razem, patrzyliśmy w siebie nawzajem. Ukochany patrzył we mnie czule, a ja w Niego uśmiechnięta. Ucałowałam Go.
„Należysz do Mnie, Promyczku!”
„Całkowicie! A Ty do mnie!”
„Należę!”
Patrzył jasny.
„Wczoraj napisałaś, komuś, że jesteś w związku”.
Uśmiechnęłam się do Niego i spojrzałam Mu prosto w oczy.
„Pytał czy jestem samotna, czy w związku to odpowiedziałam, że w związku”.
Po chwili spytałam:
„Bo jestem? To nie kłamstwo, prawda?”
„Prawda, Mój Promyczku”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem znacząco, poważnie. Oboje wiedzieliśmy, że rozmawiamy o Czymś głębszym i potężniejszym – o Związku, Związaniu, Więzach silniejszych niż ziemskie.
Tańczyliśmy dalej.
DZIĘKI NIEMU
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie, czule. I zachwytem… we mnie.
„Piękna Moja!”
Piękna??? Patrzyłam w Niego tańcząca, przymulona działaniem antybiotyku, zmęczona, pociłam się jak to przy chorobie…
„Pragnę Ci służyć!”- szepnęłam.
„Służysz Mi, Mój Promyku, nawet nie wiesz jak bardzo! Ale się dowiesz”.
Patrzył tkliwie…
„Kocham Cię!”
„I dlatego za Mną idziesz, prawda?”
„Tak. Właśnie dlatego. Wiesz przecież…”- uśmiechnęłam się do Ukochanego.
Patrzył nadal z zachwytem.
On, Pan Jezus jest moją Opoką i Skałą. Jest moją Twierdzą. Na Nim się opieram. Gdyby nie On, już dawno bym się poddała. Tylko dzięki Niemu dotąd tego nie zrobiłam.
I tylko dzięki Niemu napisałam tę notkę. Nie mam dziś głowy do pisania.
W JEGO MIŁOŚCI
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył tkliwie, jak tylko On potrafi… Z ogromną miłością.
„Cierpisz, Mój Promyczku”.
„Tak”.
„Ja z Tobą cierpię!”
„Wiem”
Ucałowałam Go.
Patrzył jasno, świetliście. Zanurzał w Sobie. Byłam w Jego świetle… Patrzyłam uśmiechnięta.
„Ukochany mój! Najdroższy mój! Najlepszy mój! Najczulszy Panie Jezu, mój Oblubieńcze!”
„Perełko Moja! Dziecię Moje kochane! Oblubienico Moja słodka!”
„Słodka….?”
„Słodka”.
Trwam w Jego Miłości.