Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój, Maleńki mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa!
„Tylko Ty mnie rozumiesz, Najdroższy mój!”
„Tak Maleńka Moja!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Inni z dobrego serca czasem mówią że mnie rozumieją. Ale… jak inni ludzie mogą rozumieć co się wokół mnie i we mnie dzieje, skoro ja coraz częściej sama tego nie rozumiem?!”
Najdroższy mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy zapytał:
„A jesteś szczęśliwa, Najmilsza Moja?”
„Tak!”
„Mimo że jest Ci ciężko i mimo że nie rozumiesz?”
„Tak!”
„A dlaczego, Maleńka Moja?”
„W byciu szczęśliwym nie chodzi o to żeby mieć lekko, ani żeby rozumieć, tylko o to żeby wierzyć!”
I patrząc w oczy mojego Słodkiego dodałam:
„A ja Tobie wierzę! Obdarzyłeś mnie Łaską wiary i wierzę! TY jesteś Moim Szczęściem, Najdroższy mój! Ty jesteś moim Szczęściem!”
Najdroższy mój… nie wiem jak to opisać… Rozpostarł się cały nade mną… Otulił Sobą, otoczył… I patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi, łagodnymi oczami. I nagle z tych Cudnych oczu popłynely dwie osoby wielkie łzy… Patrzyłam w Najdroższego zdumiona… Serce walilo mi jak młotem!!! Patrzyłam… Ale Najdroższy mój nie był smutny, ani przygnębiony… Przeciwnie!!! Uśmiechal się do mnie promiennie! Promieniał cały uśmiechem!!!
Wziął mnie w objęcia w ramiona i wyszeptal z tkliwością niesamowitą:
„A Ty jesteś Moim SZCZĘŚCIEM, Maleńka Moja!!! Ty jesteś Moim!”
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. Do SERCA Swego. I cały był Miłością!!! A ja Jego dzieciątkiem, Jego niemowlęciem byłam! Najdroższy mój tulil mnie, pieścil, całował. A ja byłam w siódmym niebie! Nie! W ósmym… dziewiątym… W dziesiątym niebie byłam!!!
Miesiąc: wrzesień 2018
IDENTYCZNE
Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ogromnie… Patrzył we mnie, głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości! Stałam przed Nim. Na chwiejących się nogach. Jak pijana. Ale nie byłam pijana. Tylko bez sił. Chwiałam się na nogach bo nie miałam siły ustać. Siłą woli podeszłam do Najdroższego mojego i objęłam Go za szyję.
„Najdroższy mój…- wyszeptalam z trudem – Pragnę być podobną do Ciebie… Bardzo pragnę!!! Ale nie mam siły i trudno mi już wytrzymać…”
Najdroższy mój spojrzal we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Jesteś podobną do Mnie, Śliczna Moja! Mnie także brak sił i też trudno Mi wytrzymać. Jesteś bardzo do Mnie podobna!”
I Maleńki mój wziął moje poranione i obolałe serce i przytulił do SERCA Swego. Patrzyłam na oba tulące się do siebie serca i nie mogłam wyjść ze zdumienia… Moje serce było bardzo podobne do SERCA Najdroższego mojego!!! Było wprost identyczne!!! Wtulilam się w Maleńkiego mojego. Całkowicie! Tańczyliśmy bardzo!!!
Najdroższy mój siedział na ławeczce w morzu kwiatów. Trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Promienial cały uśmiechem! Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała i zakochana na zabój! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Jesteś do Mnie podobną, Maleńka Moja. A Ja jestem z Tobą. Zawsze! A gdy czasem wydaje Ci się, że Mnie przy Tobie nie ma, wtedy jestem najbliżej!”
„Wiem… Przepra….”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Przerwał na chwile.
„Nie przepraszaj, Słodka Moja… Ja rozumiem!” – wyszeptal z ogniem Miłości w oczach. I dalej całował mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje…
DUMNY
Byłam Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z czułością wielką i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Zachwycona i zamyślona…
„Wiesz, mój Najdroższy? – szepnęłam ni to do siebie, ni do Niego – zauważyłam że odkąd odrzuciłam bicze, odkąd stanęłam w prawdzie przed Tobą i przed samą sobą grzeszę mniej. Mniej i rzadziej Ciebie ranie…”
Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal.
„Mniej ranisz i uszczęśliwiasz bardzo, Maleńka Moja!”
„Sama widzę. Grzech, który przedtem popełnialam często, który mnie dręczyl i ranił, od tamtej pory nie popełniam! Jak nożem uciąl! I nawet mnie specjalnie do niego nie kusi. A jeśli nawet to od razu przypominam sobie Ciebie ubiczowanego i decyzja 'nie będę ranić!’ I pokusa znika natychmiast!”
„Tak Moja Śliczna! Jestem z Ciebie bardzo dumny!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Wszystko bym oddala, żeby nie ranić Cię wcale…”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Z czułością wielką mnie tulił…
„Zaufalas Prawdzie, stanęłas w PRAWDZIE. I Prawda Cię wyzwala. Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. I Ty też bądź!”
„Dobrze, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Promieniał cały uśmiechem i bliskością bezgraniczna. Trwalam w Najdroższym moim!
GÓRA SKARBÓW
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Najdroższy mój był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca! Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. W pewnej chwili Najdroższy pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam Mu w oczy… Nagle zobaczyłam w nich wielką górę skarbów! Klejnoty, złoto, srebro, drogie kamieni, perły… Góra skarbów!!! Lśnila, jasniala, iskrzyla się…
„Ooooo… Ile skarbów…!!!” – wyszeptalam zdziwiona.
„To gora powstała z Twojego tańca, Maleńka Moja! Z Twojej ofiary cierpienia!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Oooo…”
„Co chcesz z nią zrobić?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Ja???!!”
„To Twoje skarby. Możesz z nimi zrobić co chcesz!” – w głosie Maleńkiego mojego słyszałam uśmiech.
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego i wciąż widziałam te górę skarbów….
„Rozdaj, proszę moim Dzieciom!” – szepnęłam do Najdroższego.
„Sama rozdaj, Moja Śliczna! To Twoje skarby! Ja Ci tylko mogę pomóc!”
„Sama?! Jak???!”
Na twarzy Najdroższego mojego pojawil się uśmiech piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. A przede mną pojawiły się moje Duchowe Dzieci. Najdroższy podawał mi skarby, a ja rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam… A góra skarbów zamiast maleć rosła i rosła…
„To dlatego, że podarowane dobro wraca do Ciebie podwojone!”- szepnął radośnie Najdroższy.
Poprosiłam Go, żeby rozdawał te skarby nie tylko moim Dzieciom, ale kazdemu kto ich potrzebuje.
A teraz tańcze bardzo. A góra skarbów rośnie i rośnie…
ZAZDROSNY O MNIE
Byłam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Piękna Moja! Pragnę mieć Cię tylko dla Siebie! Jestem zazdrosnym o Ciebie! Nie chcę się Tobą dzielić z nikim innym!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach i cudnym uśmiechem.
„Ale przecież nie musisz się mną z nikim dzielić! Jestem Twoja! Tylko Twoja! Zawsze Twoja! Cała Two…”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Z czułością i słodyczą… Potem wyszeptal mi wprost do serca:
„Wiem. Chciałem tylko, żebyś wiedziała!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością i zachwytem! Szczęśliwa ogromnie! Przylgnelam do Najdroższego mojego całą sobą. Sercem i duszą i cialem… A moje serce szeptalo do Niego:
„Potrzebuję Ciebie i Ciebie pragnę! Jak powietrza! Jak tlenu!!! Nie! Bardziej niż tlenu!!! Jesteś moim Życiem! Sercem moim jesteś!!! Niebem moim!!! Najdroższy, Maleńki mój!!! Najsliczniejszy!!! Najslodszy mój!!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z uwielbieniem i ogniem Miłości w oczach. Tańczylismy bardzo!
W UFNOŚCI
Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój, Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy. Najdroższy mój obejmował mnie z tkliwoscia niesamowitą. I w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej Swiatłości! Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. A ON mnie co chwilę podrzucal do góry! Leciałam Wysoko, wysoko! Kręcilam piruety i lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Raz gdy mnie tak wysoko podrzucił i kręcilam piruety ze wszystkich stron napadły mnie jakieś stwory, lęki, strachy. Próbowały mnie zniszczyć, stłamsić, zatrzymać w tańcu! Próbowałam się bronić, i odpychac je od siebie. Ale nie dawałam rady…. W końcu wrzasnelam ostatkiem sił:
„W Imię Maleńkiego mojego rozkazuje: Idźcie precz ode mnie!!!! I nie wracajcie tu!!! W Imię Najdroższego mojego!!!!”
Nastała cisza jak makiem zasiał… Ja kręcilam piruety a potem wylądowałam bezpiecznie w ramionach Najdroższego mojego. Uśmiechal się do mnie cudnie. Ja jednak nie miałam sil. Całkowicie z sił opadłam. Najdroższy, Śliczny mój położył mnie w morzu kwiatów. I Sam pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna…
„Nie poddawaj się, Moja Słodka! Ja jestem z Tobą! Glowa do góry!”
„Maleńki mój, gdyby nie Ty, dawno bym się poddała, załamała. Ty jesteś moją Opoka i Twierdzą! Ufam Ci Maleńki mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie!!! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i podał mi swoją dłoń. Pomógł mi wstać. I znów tańczylismy nad morzem kwiatów tańczylismy bardzo! W Miłości i bliskości bez granic!!! W ufności!!!
NAJSZCZĘŚLIWSZA POD SŁOŃCEM!
Byłam pod Krzyżem Najdroższego mojego. Najdroższy, Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Wisiał z rozpostartymi szeroko ramionami jakby chciał przyciągnąć wszystkich do Siebie. Wisiał nagich, odarty ze wszystkiego… Objęłam Go z miłością i przytuliłam do siebie, do serca swego. Maleńki mój spojrzal mi w oczy z miłością. Głęboko w oczy, w serce… Przenikal mnie niemal fizycznie.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubienica nie musi. Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!”
„Pragnie?!” – głos Najdroższego rozlegal się szerokim echem.
„Pragnie!”
W jednej chwili znalazłam się na Krzyżu. Przybita do Krzyża. Przygwozdzone ręce i nogi. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Wisiałam nieruchoma. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we z zachwytem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim mojego ciała i z czułością całował… I całowal… Nie broniłam Mu, nie broniłam Najdroższemu mojemu. Nie miałam sił. Ale nie chciałam się bronić. Byłam cała
JEGO i cała dla NIEGO. Mógł ze mną zrobić co chciał! A ON wciąż całował… Potem znów spojrzał w moje oczy i wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
„Nie musi. Pragnie! Bardzo! Bardzo! Bar…” – nie skończylam, Najdroższy mój zamknął mi usta pocalunkiem.
„Jesteś do Mnie podobną, Moja Śliczna! Bardzo podobną do swego Oblubienca jesteś!”
I znów całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. W końcu mój Słodki zdjął mnie z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Z czułością i zachwytem we mnie patrzył. Promienny i piękny niezmiernie!
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana Pięknotka, Moja Mała… Maleńka Moja!” – szeptał z miłością, powagą i namaszczeniem wielkim.
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego. Najszczęśliwsza pod słońcem!!!
SERCE DZIECKA
Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Zbliżylismy się do ławeczki. Ja jeszcze zatrzymałam się wąchając jakiegoś kwiatka, a Najdroższy usiadł na ławeczce. I czekał na mnie. Spojrzałam na Niego z miłością i uśmiechem. Zostawiłam kwiaty i śmiejąc się radośnie wskoczylam wprost na kolana Maleńkiego mojego! Najdroższy zaśmial się głośno, uszczęśliwiony bardzo! Objęłam Go za szyję i ucalowalam w policzek.
„Na Twoich kolankach najlepiej!” – wyszeptalam Mu wprost do ucha. Najdroższy mój rozpromieniony uśmiechem, patrzył we mnie z zachwytem.
„A wiesz, Maleńka Moja, kto jeszcze siedział u Mnie na kolanach?”
Nikt nie przychodził mi do głowy.
„Nie, Najdroższy mój!”
„A co mówi Pismo? Co można z niego wyczytać?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Siostra Marty, Maria siedziała u Twoich stóp… Jan położył głowę na SERCU Twoim. Ale kto siedział Ci na kolanach… Nie wiem!”
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością i objął mnie obiema rękami i tulil do Siebie mocno.
„Dziecię Moje Umiłowane!” – wyszeptal.
„Dziecię?! No jasne! Dzieci! Jest napisane że brałeś je w objęcia i błogosławiles! A skoro brałeś w objęcia, to na kolana też musiałeś brać! Może nawet same Ci wchodziły na kolana! Wdrapywaly się. Albo wskakiwaly!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego i On uśmiechał się do mnie promiennie.
” 'Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa’, pamiętasz?”
Kiwnęłam głową twierdząco. A Najdroższy mówił dalej:
„Trzeba mieć serce dziecka, żeby wejść do Królestwa. Dziecko jeśli kocha, kocha całym sobą. Jeśli ufa, ufa całym sobą. Jeśli prosi, prosi całym sobą. Jeśli dziękuje, dziękuje całym sobą! Jeśli się cieszy, cieszy się całym sobą. Jeśli płacze, płacze całym sobą! A jeśli uśmiecha się, to też całym sobą! Są ludzie o dorosłych sercach. Ci trzymają się z dala ode Mnie, są nieufni, o sercach oziębłych i oschlych. Wydaje im się, że są samowystarczalni. Nie podchodzą do Mnie, bo uważają że nie wypada, albo że się nie godzi…”
„No! Gdybym ja patrzyła na to czy wypada, czy nie wypada, to bym na pewno Tobie na kolanka nie wskoczyla!” – zaśmiałam się wesoło.
„Bo masz serce dziecka, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Dzieki Tobie, Najdroższy mój! Ty zabrales moje serce z kamienia i dałeś mi serce z ciała!”
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. A ja obsypywalam mojego Słodkiego Pięknisia pocałunkami.
GŁĘBIEJ I GŁĘBIEJ…
Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Spojrzeniem z Krzyża. Maleńki mój pochylil się nade mną jeszcze bardziej, objął mnie i zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal…. A we mnie rosło pragnienie…
„Najdroższy mój…!” – szepnęłam w końcu.
„Tak, Moja Słodka?”- Maleńki już był przy mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem Miłości w dużych i łagodnych oczach.
„Pozwól mi… proszę! Proszę!!! Pozwól mi całować Twoje Rany, tak jak Ty moje całujesz! Proszę!”
„Najmilsza Moja, Ty Mi nie odmówilas i Ja Tobie też nie odmówie!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem i uwielbieniem.
I natychmiast wszystko się zmieniło! Najdroższy mój leżał na ołtarzu Krzyża, a ja klęczałam przed Nim i całowalam Jego Rany. Całowałam z miłością, uwielbieniem i czcią… I wielkim wzruszeniem. Całowalam i całowalam… Każdą Ranę, każdy siniak na Ciele Maleńkiego mojego. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A im dłużej całowalam tym głębiej wchodzilam w Jego Cierpienie, w Jego MĘKĘ. Głębiej i głębiej… Aż w końcu zmęczona, położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Maleńki mój był cały dla mnie!!! Od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Cała w Jego Miłości! Otulona Miłością. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Uszczęśliwilas Mnie, Moja Mała!”
„To TY mnie uszczęśliwiles Maleńki mój!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Trwaliśmy w Miłości i cierpieniu. W tańcu. Wciąż trwamy.
OBUDZIŁAM SIĘ…
Obudziłam się. I od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego. W objęciach mojego Słodkiego Pięknisia. Otulona Miłością i wtulona w Miłość. Byłam bardzo zmęczona i obolała bardzo. Po przespanym kawałku nocy powinnam być wypoczęta. A ja cała obolała i zmęczona. Leżałam w ramionach Najdroższego z zamkniętymi oczami leżałam. Rozbudzalam się powoli… Wyciągnęłam rękę przed siebie i trafiłam na policzek Maleńkiego mojego. Gładzilam go z czułością i uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie. Z zamkniętymi oczami się do Niego uśmiechałam.
„Witaj, Moja Śliczna!” – w głosie Jego słychać było miłość, radość i zachwyt.
„Witaj, mój Słodki!” – szepnęłam szczęśliwa. Czułam się jak niemowlę, z tego obrazu, który widziałam w oczach Najdroższego, w Łódeczce życia . Bezpieczna i… Jego. Po prostu! Objęłam za szyję Maleńkiego mojego i przytuliłam swoją twarz do Jego twarzy.
„Najdroższy mój, Maleńki mój… Kocham Ciebie!!!” – szepnęłam wtulona w Miłość.
„Kocham Ciebie, Moja Śliczna!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Pragnę Cię, Maleńki mój!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w objęciach. Uwielbialam Go modlitwą serca i odpoczywalam w Nim.