Czym jest wiara? Kim jest człowiek wierzący?
Aby wyjaśnić te terminy, najpierw posłużyłam się słownikiem języka polskiego:
Wiara –przekonanie, pewność, że coś jest prawdziwe; wierzenie
- ufność, zaufanie
- przekonanie o istnieniu istoty nadprzyrodzonej – Boga, i uznawanie za prawdziwe objawień boskich
- wierność, stałość; dochowanie wiary
- grupa ludzi zżytych ze sobą; paczka
II rz. ż Ia religia, wyznanie, obrządek
Wierzący –wyznawca jakiejś religii; wierny
Lakonicznie, pomyślałam.Szukałam czegoś innego. Zajrzałam do Katechizmu Kościoła Katolickiego. –przeczytałam tam : „Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela, przynosząc równocześnie obfite światło człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia”. Już lepie jale też krótko i lakonicznie. Zaczęłam się zastanawiać jak ja rozumiem wiarę i czym ona jest dla mnie. Według mnie wiara polega na przyjęciu istnienia czegoś co w żaden sposób nie można potwierdzić rozumowo.Przekonanie o czymś. Czym jest wiara w Boga? Wiara w Boga to coś więcej niż teoretyczne wierzenie w Niego. Mieć wiarę w Boga to ufać Mu, być Go pewnym i być gotowym do działania w oparciu o wiarę w Niego. Zawsze wzruszają i jednocześnie zadziwiają mnie historie biblijne mówiące o wierze człowieka. Porusza mnie opowieść o Noem, Abrahamie… W Nowym Testamencie robi na mnie wrażenie opowieść o kobiecie kananejskiej, której wystarczyły „okruszki ze stołu ‘’,Setniku, który uwierzył, że wystarczy tylko Słowo Jezusa a „ będzie uzdrowiony sługa mój’’, o Jairze i żebraku Bartymeuszu a także o wielu, wielu innych.Pomyślałam, że im było łatwiej uwierzyć, że Jezus jest kimś więcej niż tylko człowiekiem ponieważ Go widzieli, widzieli Jego cuda.Co więcej, doświadczali ich na sobie i swoich najbliższych.Tymczasem Jezus mówi : ” Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”.
Dla mnie Jezus nie jest tylko postacią historyczną, która żyła w określonym czasie i miejscu, która umarła śmiercią złoczyńcy.On jest Bogiem, który przyszedł na świat. Jest moim Zbawicielem, Przyjacielem. Tak bardzo mnie kocha, że nie zawahał się aby cierpieć i oddać Swoje życie. Za mnie. Abym mogła żyć, z Nim.Co więcej, On Żyje. Zmartwychwstał. Jest obecny w moim życiu, w mojej chorobie. Tu i teraz. Zawsze mogę się do Niego zwrócić kiedy jest mi trudno. Wiem, że On zawsze mnie zrozumie. On także przeżywał samotność, niezrozumienie, odrzucenie. On także cierpiał.
Dlatego zrozumie.
On mnie nigdy nie zawiódł. Ludzie tak, On nigdy. Zawsze mogę na Niego liczyć.
Jednak wiara w Boga to przede wszystkim Radość przez duże” R”. Radość z faktu, że Chrystus Zmartwychwstał i ja też kiedyś zmartwychwstanę. Będę żyć razem z Nim. Radość jest darem Pana Boga. Pozwala przechodzić w życiu przez to co trudne. Ponad tym co trudne.Radość kojarzona jest z taką postawą: „uśmiechu od ucha do ucha”,wesołkowatości. Chodzi mi o prawdziwą radość tą pochodzącą od Ducha Świętego,ta autentyczna radość jest czymś głębszym i polega na nie załamywaniu się kiedy jest ciężko.
Często się śmieję.Ktoś kiedyś zapytał mnie z czego tak się cieszę. Odpowiedziałam, że”cieszę się, że żyję”. Wtedy w oczach tego człowieka zobaczyłam zdumienie.„Nie chodzisz, nic sama nie zrobisz, musisz liczyć na innych. Z czego tu się cieszyć?” – zdawały się pytać jego oczy.
To wszystko prawda ale ja w swojej chorobie widzę głębszy sens. Wychodzę z założenia, wierzę, że Pan Bóg tak chciał, że miał taki plan. A On wie co robi. Zawsze. Wierzę, że ta moja choroba jest „po coś ‘’. U Niego wszystko ma sens.Chrystus też cierpiał „ po coś”.
To właśnie wiara w Boga nie pozwala mi się poddać. To Jezus mi nie pozwala. W Nim widzę sens mojego życia. Dlatego optymistycznie patrzę w przyszłość. Wiem, że nie zawsze będzie tak jak jest. Jednak chcę przejść przez wszystko co Pan Bóg dla mnie przygotował. Nieważne czy będzie lepiej czy gorzej, najważniejsze aby przejść przez to z Jezusem.
Wierzę. Przymnóż mi wiary.
To miał być inny post. Teoretyczny. Powstało wyznanie. I dobrze, już dawno chciałam o tym napisać. Podzielić się.
Przytaczasz tu tyle wierzących biblijnych postaci… Jak tak czytam, to dochodzę do wniosku, że jeszcze daleko m do tego, żeby naprawdę wierzyć i ufać jak oni. Ale przychodzi mi też myśl, że nie będę próbowała im dorównywać, doskakiwać do ich ufności, oddania. Moja wiara ma wiele dziur i w żaden sposób nie przypomina wiary Noego, Abrahama, syrofenicjanki i innych. I przychodzę do Niego nieraz jak po wojnie, po ludzku – na tarczy, z pustymi rękami. Zła, wściekła, że znowu nie wyszło, że znowu upadłam… A On najzwyczajniej do mnie: To wszystko nieważne. Ważne że jesteś. To wszystko co napisałaś o cierpieniu… Pięknie – jest się od kogo uczyć. Ja takie prawdy np o cierpieniu, które już moje serce przyjęło (więc nie sam rozum bo tak trzeba) nazywam korzeniami wiary – jak jest zły dzień i emocjonalnie człowiek jest wykończony i ma wszystkiego dość – to ja wierzę, że te korzenie wiary są na tyle silne, żeby jutro wstać i popatrzeć na wszystko z innej strony. A radość to oznaka, że wiara nie jest sztuczna, nie jest grą – jest życiem. Bardzo Ci dziękuję, że ten post nie jest teoretyzowaniem a praktyką. Bo właściwie czy wierząc, można mówić o wierze tylko w teorii? I Duch Święty przez ten post – który jest inny niż miał być w założeniu – dał jasną odpowiedź 😉 Pozdrawiam
Karolino ja też się uczę. Od Ciebie.Pozdrawiam 🙂
Piękne świadectwo , tak jak wiara płynie z serca tak widać że te słowa również są z serca.Niech w dalszym ciągu Twoja wiara się umacnia a Pan prowadzi przez życie. Serdecznie pozdrawiam
Dziękuję Siostro Mario, za komentarz i za maila.Napiszę niedługo.Pozdrawiam serdecznie 🙂
Kiedy czytałam to w czerwcu…nie byłam w stanie skomentować, bo „trzymały” mnie wielkie problemy (jak dla mnie), byłam w tzw. dole…Dziś wiem,że tylko dzięki wierze przetrwałam ten czas…No i , oczywiście -zawdzięczam to również moim Najbliższym…Dziś mogę z całą świadomością , bardziej radośnie powiedzieć : WIERZĘ !!! P.s: dziękuję,że przypomniałaś mi ten przepis na życie, Moniko!