W nocy Ukochany przyszedł do mego serca i odpoczywał w nim. Uwielbiałam Go, a potem zaczęłam odmawiać moje modlitwy. Koronkę za dusze w czyśćcu i bukiety dla Maryi. Za moje Dzieci. Dziś szczególnie za jedno.
Kiedy zaczęłam układać, uslyszałam wrzask:
„Zostaw je!!!! Ono nie jest twoje!! Należy do mnie!!!”
„Należy do BOGA! – krzyknęłam. Dalej układałam bukiety.
Wtedy on próbował mnie zniszczyć, unicestwić. Próbował, ale nie mógł. Chroniła mnie przed nim jakaś niewidzialna Tarcza.
Dalej układałam kwiaty. Walczyłam o moje Dziecko. W końcu ten ktoś znów wrzasnął:
„Ukradłaś mi je!!!!”
I zamilkł.
Dalej odmawiałam Różaniec. Usłyszałam głos Ukochanego:
” Patrz, to dusza Twego Dziecka!
I zobaczyłam… uschły, zaniedbany ogród… Suche krzewy, uschłe kwiaty… Patrzyłam smutna i modliłam się dalej. I nagle… ogród zaczął odżywać! Żyć! Krzewy zaczęły puszczać żywe pędy. kwiaty kwitnąć! Im dłużej, szczerzej się modliłam, ogród piękniał!
„Zobacz co sprawiło Twoje ofiarowanie cierpienia i modlitwa!”
Wtedy przyszedł sms od mojej duchowej Córki… pisała o Dziecku, za które akurat się modliłam. Przeczytałam i modliłam się dalej…
„Tak! Wyrwałaś swoje Dziecko ze szpon złego!”
„Ty wyrwałeś, Ukochany! Ty i Maryja!”
„Ufna i szczera modlitwa i Twoje ofiarowane cierpienie, Promyku”.
Wpatrywałam się w Umiłowanego.
„Nie zmieniaj swej decyzji Promyczku. Wbrew pozorom to ważne”.
„Dobrze, nie zmienię”.
Patrzył we mnie jasno. Uśmiechał się.
„Kochasz swoje Dziecko?'” – raczej stwierdził fakt, niż spytał.
„Tak, jak wszystkie moje Dzieci”.
Patrzył we mnie przenikliwie. Rozmawialiśmy dalej o tym jednym Dziecku.
„Od tej pory będziesz Moimi ustami. Będziesz przekazywać Mu co Ci powiem”.
„Zrobię jak każesz, Umiłowany”.
„Ja nie każę, Ja proszę” – powiedział czule.
„Jestem Twoją sługą i Twoja prośba jest dla mnie rozkazem”.
Patrzył… czulej niż kiedykolwiek.
„Zrobię jak prosisz” – szepnęłam.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci.
„Ukryłem Cię głęboko w Moim Sercu, Kochana!”