Wpatrywałam się w Ukochanego… patrzył we mnie czule, bardzo.
„Za mnie cierpiałeś tak bardzo… ja powinnam. Nie TY. Za moje grzechy… i płaczesz nade mną…”
Przepraszałam Go.
„Promyczku, Córeczko, błogosławię Cię!” – usłyszałam w głębi serca.
Dziękowałam. Całowałam Jego Rany. Potem… pomyślałam, że może nie powinnam, że Go to boli.
„Twoje pocałunki sprawiają Mi ulgę”.
Więc całowałam.
Uśmiechnęłam się nieśmiało do Płaczącego.
„A Twój uśmiech raduje Me Serce”.
Uśmiechnęłam się bardziej…
„Taki jesteś mi najbliższy… cierpiący, obolały. Utożsamiam się z Tobą takim, identyfikuję. I nic nie muszę tłumaczyć, mówić. Ty wiesz…”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, długo… I wydawało mi się, że się do mnie uśmiecha. Przez łzy.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI