Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie łagodnie i bardzo czule.
Widząc Jego łzy, patrzyłam smutno…
„Pragnę Cię uszczęśliwić, Umiłowany. Jak mam to zrobić?”
„Uśmiechnij się do Mnie, Promyczku, tym Mnie uszczęśliwisz”.
Uśmiechnęłam się więc do Niego.
„Nie chcę widzieć smutku na Twej twarzy”.
„Nie zobaczysz więcej” – szepnęłam.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, promienni.
Potem prosiłam Go o cud /wciąż Go proszę i nie przestanę/.
„Pamiętasz Promyczku niewidomego z Betsaidy?” – spytał.
„Tak, pamiętam”.
„Uzdrawiałem go stopniowo”.
Uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej. On do mnie też.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI