„Przyjdź do mnie, Ukochany! Ja jeszcze do Ciebie nie mogę przyjść… Ty przyjdź do mnie!”
„Jestem, Promyczku!”
Ucieszyłam się bardzo… Prosiłam dalej:
„Jezu Umiłowany mój, dziś Twój wjazd do Jerozolimy i Wielki Tydzień. Tydzień Twego cierpienia, Męki, śmierci i Zmartwychwstania. Chcę z Tobą być w tym wszystkim. Nie chcę, żebyś był sam. Pozwól mi, proszę!”
Wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył we mnie czule…
„Będziesz ze Mną, Promyczku.Jesteś, w Moim cierpieniu!”
Dziękowałam.
Przeczytałam opis Jego Męki wg. św. Marka. I dalej patrzyłam w Niego.
„Będziesz ze Mną w tym, Promyczku!”
Całowałam Jego Rany…
Chcę z Nim być, w JEGO cierpieniu, bólu, Męce. Z Nim, Z Ukochanym moim. Nie chcę, żeby był sam. Chcę iść za Nim. Dźwigać swój krzyż, coraz cięższy… Tylko On wie, jak bardzo. On wie, wystarczy. Ale mniejsza o mój krzyż. On, Jezus, Umiłowany mój jest najważniejszy. Będzie cierpiał, będzie Go bolało… bardzo. Ukochanego mojego, a więc i mnie.
Tańczę dla NIEGO i w NIM.