Dziś Ukochany pisze tę notkę. Całkowicie On.
Zawiana (przez przeciągi 🙂 ) a wskutek tego tańcząca bardziej niż zwykle, wpatrywałam się w Umiłowanego… Patrzył współczująco, ale pogodnie.
„Cierpisz bardzo, Mój Promyczku!”
Pokiwałam głową potakująco.
„Jestem z Tobą!”
„Wiem”.
Uśmiechnęłam się do Niego, a On do mnie. I tak trwaliśmy w uśmiechu.
„Uśmiechasz się, Promyczku, mimo cierpienia! – usłyszałam w głębi serca- Ten uśmiech pokazuje, że masz pogodę i pokój w sercu!”
„Mam. Dzięki Tobie, Ukochany!”
Chciałam Go ucałować, jednak z powodu bólu, nie mogłam się pochylić.
„Nawet pochylić się przed Tobą nie mogę” – szepnęłam.
„Pochylasz się przede Mną sercem, Perełko!”
„Sercem zawsze!”
„I JA się nad Tobą Sercem pochylam”.
Pochyleni sercami. Trwaliśmy razem.
Do mnie nie mówi 'Perełko” tylko 'Pyszczku” :).
Lubię Twój blog, chociaż mam inną wrażliwość i moje z Nim rozmowy są trochę inne. Zawsze jest mi przykro że jesteś chora ale jestem przekonana że poznam Ciebie kiedyś w Niebie i wtedy nie będzie już żadnego cierpienia. Wiesz, jak tu się wchodzi wyczuwa się modlitwę, to jakiś taki duchowy feeling i dlatego tu wracam. U mnie w domu też jest ten obraz, ja czasem siadam przed nim ( chodzi mi o ten, który wstawiłaś na górze). On rusza ręką, to jest bardzo niesamowite… Ciekawe, czy u Ciebie też tak robi. Tą ręką uniesioną tak macha, jakby pozdrawiał, a tą drugą pokazuje na Serce i czasem wylatuje z tego jeszcze biały obłok. Mam tak od ponad 10 lat, bardzo to lubię :))