Rano układałam bukiety Madonnie, w moich intencjach. Potem rozważałam Mękę Pana Jezusa, Umiłowanego mojego. Jak On mnie kocha!!! Jak bardzo!!! Tak bardzo, że poszedł za mnie na Krzyż. To ja powinnam, poszedł On. Cierpiał okrutnie, niewypowiedzianie. Samotny… cierpiący. Kiedy Go oprawcy bili, opluwali, kiedy Go przybijali do Krzyża, On patrzył na nich z Miłością. Bez cienia wyrzutu, skargi, nienawiści. Tylko Miłość. On też tak na mnie patrzy, kiedy grzeszę, kiedy Go ranię. Patrzy na mnie z Miłością…
Ciarki przeszły mi po całym ciele. Serce zabolało. Zakuło
Tato przyszedł po mnie.
Serce bolało wciąż. Wciąż boli.
„Cierpisz ze Mną, kochany Promyczku”- usłyszałam w głębi serca.
Patrzył we mnie z wielką Miłością.
Ucałowałam Go.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, w milczeniu.
<2