Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie tak, że… brak słów.
„Ukochany!”- ucałowałam Go.
„Perło Moja!”
Ucałowałam Go znów. Patrzył…
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
„Posiedź”.
Patrzyłam w Niego tańcząca.
„Przepraszam… nie mam teraz sił odprawić Drogi Krzyżowej… Potem sobie włączę i odprawię”.
„Idziesz Nią, teraz. Promyku! Ale potem też możesz włączyć”.
Patrzył we mnie, a ja w Niego.
„Idziesz Nią!”- powtórzył.
„Tak!”
Odprawiłam.
A Drogą Krzyżową, tak, idę. Każdego dnia. Za Ukochanym,
Miesiąc: luty 2016
INTENCJE TAŃCA
„Ukochany, tańczę. Ofiaruję swój taniec w intencji moich Dzieci, żeby mogły żyć kiedyś z Tobą w Niebie. I za dzieci nienarodzone. Przyjmij proszę mój taniec!”
„Zawsze przyjmuję, Promyczku!”
„Dziękuję!”
Patrzył we mnie z zachwytem… Ucałowałam Go.
„Kochasz swoje Dzieci, Promyku”.
„Tak!”
„I chcesz dla Nich…”
„Nieba!”
Patrzył promienny.
ON WE MNIE, A JA W NIM
Rano w czasie układania bukietów, znów zobaczyłam Serce Ukochanego. Piękne. Gorejące, Zranione… Potem zamieniło się w białą Hostię. Wstąpiła Ona do mojego serca.
„Serce Moje chce odpocząć w sercu Mej Oblubienicy!”
„Odpocznij we mnie, Panie Jezu!”
Patrzył we mnie czule, bardzo czule.
„Serce Moje odpoczywa w Tobie, Perło Moja kochana. I Ty odpocznij we Mnie”.
Odpoczywałam…
PRZY SERCU
Ukochany powiedział, że dziś notki pisać nie muszę. Ale chcę, choć trochę. Dla Niego.
Sił coraz mniej, a krzyż choroby coraz cięższy. Kiedy upadam, Umiłowany mnie podnosi i tuli do swego Serca. I przyciąga bliżej i bliżę do Siebie. Do Serca. Dziś rano, w czasie układania bukietów, widziałam oczami duszy to Serce. Płonące z Miłości do mnie… Zranione z Miłości do mnie.
Trwam przy Ukochanym, przy Jego Sercu. A moje małe, biednie serce tuli się do Jego Serca.
DZIĘKUJĘ!
Rano układałam bukiety Madonnie w moich intencjach. Po ich skończeniu prosiłam:
„Kochana Mamo, przyjmij proszę tę moją nieudolną modlitwę!”
„Z największą radością, Córeczko!”
Wpatrywałam się… Patrzył czule bardzo. Opowiadałam Mu:
„Wiesz, malowałam dziś trochę. I widziałam kowalika, małego mojego kolegę”.
„Widziałem Twój uśmiech, Promyku!”
Patrzył promienny.
„A Ty co mi powiesz, Ukochany?”- spytałam.
Milczał. Ale z Jego spojrzenia wyczytać można było więcej niż jakiekolwiek słowo. Miłość, pragnienie… mnie, i wielką tęsknotę…
„Uwielbiam Cię, Ukochany!”
Patrzył…
„Jesteś Mi pociechą, Perełko!”
„Dziękuję, że mogę, Umiłowany!”
NA WIECZNOŚĆ!
Był ze mną w nocy. Tańczyliśmy.
Patrzył we mnie Umiłowany mój… czule. Bardzo czule…
„Tęskniłem, Promyczku”.
„Tęskniłeś? Byłeś przy mnie całą noc… I tęskniłeś?”
” A Ty, Promyku, nie?”
„Też… wciąż za Tobą tęsknię!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Tańczący, zmęczeni i zakochani…
„Jak bardzo musisz mnie kochać…”- szepnęłam.
Oczy Mu się iskrzyły.
„Nad życie i śmierć! Na wieczność!”
MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA
Patrzył we mnie… brak słów.
„Promyczku, jesteś piękna, bo kochasz!”
Wpatrywałam się w Ukochanego. W Ukochanego. W Miłość.
„Tak!”
Miłość jest pierwsza. Definiuje wszystko inne. Czynię dobro ze względu na Miłość. Dźwigam krzyż i idę za Ukochanym ze względu na Niego. Tańczę (ofiaruję cierpienie) ze względu na Miłość.
Miłość jest pierwsza.
Dziś Ewangelia o Mateuszu. A raczej o spojrzeniu pełnym Miłości.
To ja jestem Mateuszem zamkniętym w swojej komorze. Komorze choroby, samotności, nieśmiałości… Przychodzi Jezus, przychodzi i patrzy we mnie jak w ósmy cud świata… Patrzy spojrzeniem pełnym Miłości. Podnosi mnie, uwalnia, dodaje sił. Powstaję. I idę za Nim.
„Cały należę do Ciebie, Promyczku!”
„I ja do Ciebie, Umiłowany!”
Miłość jest pierwsza.
TAŃCZĄCY W OGRÓJCU
Patrzył we mnie tkliwie bardzo… ucałowałam Go.
„Ukochany, Umiłowany mój!”
„Perło Moja!”
„Tańczymy!”
„Tańczymy, Promyku. W Ogrójcu!”
„Piękne miejsce do tańca! Bo… Ty tu jesteś!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„I Ty tu jesteś, Promyczku!”
Tańczymy.
TŁOCZNIA
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie czule bardzo…
„Jesteś przy Mnie, Perełko”.
„Jestem!”
Po chwili dodałam:
„I Ty przy mnie!”
„Jestem”.
Od wczoraj żyję w świadomości Getsemani. Z Nim. Z Ukochanym moim. Pragnę się upokorzyć przed NIM głęboko. Uniżyć. On sam upokorzył się dla mnie, z miłości. I ja chcę dla Niego. Getsemani to tłocznia oliwy. Niech więc mnie tłoczy jak oliwkę. By został tylko On. Tylko ON.
PORA WYRUSZYĆ
Patrzył we mnie łagodnie, czule. I poważnie.
„Pora wyruszyć, Mój Promyczku”.
Pomyślałam, że Ukochany chce mnie zabrać na pustynię, po przecież zaczynamy Wielki Post.
„Tak”- szepnęłam.
Patrzył tym swoim spojrzeniem z Krzyża.
„Wyruszyć do Ogrodu”- usłyszałam w głębi serca.
„Do Ogrodu?”
„Getsemani”.
Patrzył. I ja patrzyłam. Oko w oko.
„Pójdziesz ze Mną, Promyczku?”
„Pójdę, tak. Z Tobą wszędzie!”
Popatrzył we mnie tkliwie…
„Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć!”
Ucałowałam Go.
„Zawsze możesz!”
Patrzył z wielką Miłością…